Ponieważ jestem (byłem?) osobą wierzącą i praktykującą oraz otaczającą się przez całe życie takimi ludźmi (rodzina i środowisko) trafiłem jakieś 10 lat temu do wspólnoty katolickiej zwanej neokatechumenatem. Jako że istnieje tam silne parcie na tak zwane "powołanie" a prowadzący wspólnotę powiedział mi żebym robił sobie "w poprzek" to sobie w końcu zrobiłem.
Poznałem super dziewczynę i wydaje mi się że się zakochałem, wszystko było dobrze do ślubu. Przed ślubem nie mieszkaliśmy razem i było ok. Taki związek jest fajny, bo każdy ma swoją przestrzeń do życia. Sielanka skończyła się kiedy przyszło wspólne życie. Okazało się że robienie sobie w poprzek nie przynosi obiecanego szczęścia a miejsce gdzie "normalni" żyją i mają się dobrze czyli rodzina nie jest zbyt dobrym miejscem dla mnie.
Pierwsze objawy zauważyła moja żona, podejrzewając spektrum autyzmu. Ja już sam nie wiem kim jestem, Aspi pasuje do mnie tak samo jak OS. Tym bardziej że matka moja ma schizofrenię paranoidalną.
No to się przywitałem
