cel życia?

Jednym z kryteriów diagnostycznych osobowości schizoidalnej jest spłaszczona uczuciowość dotycząca zarówno emocji pozytywnych jak i negatywnych wliczając w to odczuwanie przyjemności.
chudzielec
Posty: 873
Rejestracja: śr kwie 27, 2016 6:12 pm

Re: cel życia?

Postautor: chudzielec » pt sie 12, 2016 11:07 pm

Odnosiłem się do tego:
Gbur pisze:Macie jakiś cel życia? Czy może: przeżyć jak długo się da i potem zdechnąć? - to też jest jakiś cel
Podtrzymanie życia w sensie biologicznym.

tylko chyba źle to rozumiem bo:
J.Kossecki Metacybernetyka pisze:W systemie sterowania społecznego o dominujących
normach witalnych za piękne uważa się to co zdrowe, jak również to
co pozwala umacniać własną pozycję społeczną oraz pozycję własnej
społeczności w stosunku do innych, zaś za brzydkie to co niezdrowe
lub szkodliwe dla własnej pozycji społecznej i pozycji własnej
społeczności. Decydujący głos ma przy tym władza. System taki
funkcjonował i funkcjonuje np. w cywilizacji turańskiej .
A dla mnie najważniejszy jest święty spokój.
Zdecydowanie zaniedbuje biologie i działania prozdrowotne.

Gbur
Posty: 274
Rejestracja: pt sty 08, 2016 12:00 am
Kontakt:

Re: cel życia?

Postautor: Gbur » ndz sie 14, 2016 12:40 pm

Ja bym jednak chęci podtrzymania całego systemu przed zniszczeniem nie podciągał pod motywacje witalne, chociaż z drugiej strony jest to co podkreślone:
Metacybernetyka str.80 pisze:normy witalne - określające sposoby podtrzymania i przekazania życia, a także zdobywania pozycji społecznej i władzy (chodzi tu zarówno o pozycję własną w swojej grupie społecznej jak i pozycję własnej społeczności w stosunku do innych społeczności) jako celu samego w sobie.
(...)
Bodźce, które oddziaływując na określony rodzaj norm społecznych, wywołują działania ludzkie,nazywamy bodźcami motywacyjnymi albo krótko motywacjami. Motywacje dzielimy w sposób analogiczny jak normy społęczne.
...ale dalej jest jako "celu samego w sobie". U mnie podtrzymanie życia nie jest celem samym w sobie, raczej pewną koniecznością oraz instynktem (prawie każdy człowiek chciałby raczej żyć niż umrzeć). Inaczej zajmowałbym się takimi bzdurami jak suplementy diety, albo próbowałbym zarobić na tyle, aby moje ciało po śmierci zostało zamrożone w komorze kriogenicznej na poczet medycyny przyszłości :P

motywacje witalne raczej kojarzą mi się z frazą "ustawić się po pańsku" ;-)

[swoją drogą zwrot ten zadziwiająco długo przetrwał po czasach feudalnych, myślę że przyczynił się do tego powojenny awans społeczny chamokomuny, wprowadzający resentymenty klasowe warstw najniższych do 'głównego obiegu'.]

chudzielec pisze:Motywacje witalne z wykluczeniem przekazania życia i pozycji w stadzie czyli po prostu utrzymanie spokoju.
Określiłbym ten stan jako brak motywacji / albo bardzo niskie natężenie wszelkich motywacji (bo nie wiem czy sytuacja braku jest możliwa).


Jeśli o mnie chodzi, to motywacje witalne mam chyba najniżej. Dbam o tyle o wygląd zewnętrzny, żeby zachować schludny wizerunek (który nie daje mi nic prócz świętego spokoju). O kondycję fizyczną tyle ile muszę, albo o ile mi się zachce ćwiczyć (czasem wysiłek fizyczny działa dla rozładowania stresu). Zresztą wydaje mi się, że większość ludzi ćwiczących regularnie w wieku reprodukcyjnym nie tyle robi to dla zdrowia, co po to by przyciągnąć płeć przeciwną atrakcyjnym wyglądem (a u mnie ta motywacja słabo działa).
Najwyższe mam motywacje poznawcze.

chudzielec
Posty: 873
Rejestracja: śr kwie 27, 2016 6:12 pm

Re: cel życia?

Postautor: chudzielec » ndz sie 14, 2016 1:50 pm

Moim zdaniem maja trzy kolejne poziomy:

przetrwanie > pozycja społeczna > spłodzenie potomstwa
W tym ostatnie dwa mogą być zamienione kolejnością?

Witalne równie dobrze można by nazwać biologicznymi.
Wystarczy spojrzeć na analogie w stadach zwierzęcych.

Kosecki mówił w jednym z wykładów że przekazanie życia nie musi być w obrębię motywacji witalnych.
Tyle tych nagrań jest ze nie pamiętam w którym.To motywacje witalne skierowane do siebie.
Gbur pisze:motywacje witalne raczej kojarzą mi się z frazą "ustawić się po pańsku"
O tym było w wykładzie o stereotypach. Tzw. stereotyp szlachecki dzięki któremu tak łatwo przyjął się u nas model awansu społecznego.
Gbur pisze:Określiłbym ten stan jako brak motywacji / albo bardzo niskie natężenie wszelkich motywacji (bo nie wiem czy sytuacja braku jest możliwa).
Taki stan oznaczał by również zaniedbywanie podstawowych potrzeb fizjologicznych, ignorowanie głodu pragnienia itd..
Gbur pisze:Jeśli o mnie chodzi, to motywacje witalne mam chyba najniżej. Dbam o tyle o wygląd zewnętrzny, żeby zachować schludny wizerunek (który nie daje mi nic prócz świętego spokoju). O kondycję fizyczną tyle ile muszę, albo o ile mi się zachce ćwiczyć (czasem wysiłek fizyczny działa dla rozładowania stresu).
To kwestia świadomej racjonalnej decyzji czy coś naturalnego?
Ja mogę przełamać niechęć i świadomie zadecydować ze np. idę do fryzjera, ogolę się, kupie nowe ubrania ale nigdy nie stanie się to spontanicznie.
Gbur pisze:Najwyższe mam motywacje poznawcze.
Dla mnie niby tez ale:
W pisze:u mnie to gaśnie jak tylko dochodzę do momentu gdy wydaje mi się, że mam już w miarę całościowe, ogólne spojrzenie na temat. Drążenie szczegółów to już mordęga. Do tego nie czytam zbyt szybko.
Pod tym mógłbym się podpisać.

Nie tak dawno odkryłem ze lubię pływać.
Z drugiej ostatnio strony buduje drzewo genologiczne na głębokość w niektórych gałęziach nawet 9 pokoleń.
Po trafie siedzieć przy tym do późnej nocy zaniedbując odpoczynek i w wyniku spóźniać się do z trudem zdobytej pracy.
Zacząłem uczyć się podstaw rosyjskiego (cyrlicy) żeby odczytywać stare metryki czego nigdy nie zrobiłbym za pieniądze.

Chce też zarobić na badania DNA celem potwierdzenia/zaprzeczenia posiadania schizoidalnych genów po ojcu i badaniach genealogii genetycznej.

Z tych działań pieniędzy nie będzie wręcz przeciwnie trzeba dokładać. Zmiany pozycji w stadzie również nie wywołają.

Nie interesuje mnie nauka rzeczy które mogły by przynieść zarobek. Pomysły na biznes/prace są abstrakcyjne przesycone oderwaniem od społeczeństwa. Kiedyś na pewnym forum przedstawiałem pomysły na firmę. Ludzie skomentowali ze może kilkanaście osób w Polsce było by klientami.

Nie interesują mnie kontakty z ludźmi w celach innych niż poznawcze.
Babcie odwiedzam tylko po to aby pogadać o przodkach.
Nie rusza mnie to ze mieszka sama i nikt jej nie pomaga w utrzymaniu domu.

Mogę się przełamywać i podejmować racjonalne decyzje ale szybko wywołuje to niechęć.

Gbur
Posty: 274
Rejestracja: pt sty 08, 2016 12:00 am
Kontakt:

Re: cel życia?

Postautor: Gbur » ndz sie 14, 2016 4:49 pm

chudzielec pisze:Moim zdaniem maja trzy kolejne poziomy:

przetrwanie > pozycja społeczna > spłodzenie potomstwa
Ale zmotywowana do przetrwania jest prawie każda jednostka ludzka i zwierzęca, dlatego nie wrzucałbym tego do jakiejkolwiek kategorii. Poza tym istotne jest stwierdzenie "celu samego w sobie".
Witalne równie dobrze można by nazwać biologicznymi.
Wystarczy spojrzeć na analogie w stadach zwierzęcych.
Zgadzam się.
Taki stan oznaczał by również zaniedbywanie podstawowych potrzeb fizjologicznych, ignorowanie głodu pragnienia itd..
Brak motywacji w rozumieniu braku bodźców motywacyjnych z klasyfikacji doc. Kosseckiego. Nawet chyba w samej cybernetyce pojawił się konflikt semantyczny - co innego oznaczają motywacje u Kosseckiego, co innego u Mazura.

Wydaje mi się, że tabela motywacji dotyczy tego, na co jednostka może ukierunkować swoją moc swobodną, to natomiast o czym piszesz wchodzi w zakres wydatkowania mocy jałowej.
To kwestia świadomej racjonalnej decyzji czy coś naturalnego?
Ja mogę przełamać niechęć i świadomie zadecydować ze np. idę do fryzjera, ogolę się, kupie nowe ubrania ale nigdy nie stanie się to spontanicznie.
Racjonalnej, bo zdaję sobie sprawę że takie głupoty wpływają na to jak ludzie Cię postrzegają. Chociaż co do fryzjera to czasem spontaniczna - zbyt długie włosy mi przeszkadzają.
W pisze:
u mnie to gaśnie jak tylko dochodzę do momentu gdy wydaje mi się, że mam już w miarę całościowe, ogólne spojrzenie na temat. Drążenie szczegółów to już mordęga. Do tego nie czytam zbyt szybko.


Pod tym mógłbym się podpisać.
Ja nie, teoria musi się zgadzać w ogółach i w szczegółach, inaczej jest niespójna. Chyba czytam dosyć szybko, zależy co. W latach szkolnych potrafiłem przeczytać nawet 3 książki dziennie, czytając odlatywałem.
Po trafie siedzieć przy tym do późnej nocy zaniedbując odpoczynek i w wyniku spóźniać się do z trudem zdobytej pracy.
Mi również bardzo często zdarzało się zarywać nockę nad czymś, co mnie aktualnie interesowało, przez co w dzień bywałem nieprzytomny.
Chce też zarobić na badania DNA celem potwierdzenia/zaprzeczenia posiadania schizoidalnych genów po ojcu i badaniach genealogii genetycznej.
Ja nie do końca wierzę w schizoidalne geny, myślę, że to raczej sprawa nabyta.

chudzielec
Posty: 873
Rejestracja: śr kwie 27, 2016 6:12 pm

Re: cel życia?

Postautor: chudzielec » wt sie 16, 2016 2:48 pm

Gbur pisze:Wydaje mi się, że tabela motywacji dotyczy tego, na co jednostka może ukierunkować swoją moc swobodną, to natomiast o czym piszesz wchodzi w zakres wydatkowania mocy jałowej.
Kossecki mówił ze człowiek jako jedyny może być tak bardzo pozbawiony motywacji witalnych co daje zdolność nie tylko do indywidualnego ale i gatunkowego samobójstwa. Można wiec zapanować nad wydawaniem mocy jałowej.
Gbur pisze:Ja nie do końca wierzę w schizoidalne geny, myślę, że to raczej sprawa nabyta.
Każdy kto ma zdiagnozowane cokolwiek z prefixem schizo z pewnością ma odpowiednie geny.
Jednak nie każdy kto ma te same geny musi być chory.

Ktoś bez schizo genów na pewno nie zachoruje/.

Gbur
Posty: 274
Rejestracja: pt sty 08, 2016 12:00 am
Kontakt:

Re: cel życia?

Postautor: Gbur » pn wrz 26, 2016 3:26 am

Każdy kto ma zdiagnozowane cokolwiek z prefixem schizo z pewnością ma odpowiednie geny.
Jednak nie każdy kto ma te same geny musi być chory.

Ktoś bez schizo genów na pewno nie zachoruje/.
Zgadzam się, że trzeba mieć odpowiednie geny w sensie predyspozycji, np. odpowiedni temperament (cecha wrodzona). Ale polemizowałbym z tym, że istnieją jakieś konkretne, rzadkie geny, które za tym stoją. Znaczy - jest pewna grupa w populacji (wcale nie taka mała, moim zdaniem), u której może wsytąpić OS, ale decydującą rolę grają przeżycia z dzieciństwa. U ludzi z poza tej grupy (np. z ekstrawertycznym temperamentem) podobne doświadczenia mogą wywołać inne reakcje obronne albo inne zaburzenia osobowości.

bar34
Posty: 11
Rejestracja: sob paź 15, 2016 8:49 am

Re: cel życia?

Postautor: bar34 » sob paź 15, 2016 1:59 pm

Takie filozofowanie o szczęściu miałoby sens dawniej - choć są różne przypadki i np. osobom nieuleczalnie chorym mówi się ciągle np. "wszystko będzie dobrze" "bóg jest dobry" "w niebie wszyscy się spotkamy" etc. - to jest ich szczęście. Ale skoro ktoś jest bardziej sprawny to nikt nie pomoże i nikt nie będzie mówił nam takich słodkich rzeczy. Ludzie obierają za cel pieniądze, prestiż. Filozofowanie typu: "mieć czy być" we współczesnych czasach nie sprawdza się i każdy musi wybrać mieć czy tego chce czy nie zwłaszcza że miejsca spokoju (klasztory milczące) są zamykane i nawet w takich miejscach jak kościół stawia się na nakręconą pozywkę (utrata wiernych) - pomijam osoby mające ręty czy inne zapomogi lub na utrzymaniu - w takich przypadkach gdy jest zapewnione do końca życia wsparcie to ok, ale gdy jednak w końcu ten ktoś będzie musiał wziąść sprawy w swoje ręce to jego filozofowanie jest bezsensowne i bezcelowe - osoba ta sama robi sobie krzywdę, chce się czuć cały czas dobrze, nie chce narażać mózg na pracę etc. - np. trening na siłowni czy bieganie jest bardzo ciężkie dla mięśni - tak naprawdę w mięśniach naczynka pękają, tak jak byśmy cieli się nożem od środka ale po czasie dzięki temu się wzmacniają. To samo z tkanką tłuszczową, cięcie, krojenie od środka + zalew krwi trójglicerydami by później było lepiej.

Mówienie chce świętego spokoju to właśnie niechęć do tego by ćwiczyć w tym przypadku mózg - a może być to dużo bardziej męczące biorąc pod uwagę zapotrzebowanie energetyczne mózgu.

No ale życie jest o wiele wiele bardziej skomplikowane niż się wydaje i tu może mieć też wpływ komunizmu na myślenie polaków. Piosenki z tamtych lat ciągle brzmią w głowach mniej niż zero - nie ważny sens ale ciągłe w kółko "mniej niż zero" - więc po co ruszać palcem, lepiej tylko być. Albo np. mój jest ten kawałek podłogi czy noc komety i dziesiątki innych najpopularniejszych piosenek które są filozoficzne i podkreślają by lepiej być niż mieć.


A jeśli chodzi o mój cel to aktualnie uczenie się i zaliczać wszystkie przedmioty, ukończyć studia z dyplomem inżyniera następnie znaleźć pracę z podobnymi do mnie ludzi, z którymi będę się dobrze dogadywał, z którymi będziemy się dogadywać bez słów, bez irytacji i wkurzania się. Celem będzie również odcięcie się od rodziców, zarobki pozwalające na godne życie bez śmieciowego jedzenia, dobry sprzęt, zbieranie na coś takiego jak jetpack który w przyszłości będzie dostępny dla szerokiego grona -> https://youtu.be/FZOW-Nvj2Hg :) Mało tego przyszłość rodzi dużo wiele hedonistycznych zabawek. A jeśli ktoś potrzebuje hedonistycznego myślenia to polecam książkę "Jak żyć" Luc Ferry - dochodzi do naszej spokojnej części ile możemy stracić gdy nie zadziałamy - wielu spokojnym, religijnym ludziom się ta książka nie podoba ale oni mają pobożne życzenia odrealnione. Luc Ferry stoi twardo na ziemii.

Gbur
Posty: 274
Rejestracja: pt sty 08, 2016 12:00 am
Kontakt:

Re: cel życia?

Postautor: Gbur » śr lis 09, 2016 8:42 am

Hmm, ja mam ogromny problem z obraniem sobie takiego praktycznego celu, potrzebuję jakiegos podkładu teoretycznego, żeby ten cel miał jakiś większy sens.


Przeciętni ludzie gonią za bardzo podobnymi celami. Pytanie, czy to są ich cele, czy cele wyznaczone im przez naturę? Znaleźć atrakcyjną/ego samicę/samca, mieć "satysfakcjonujące" życie seksualne, spłodzić dzieci, gromadzić majątek, pożądać nowych rzeczy, które wywołują przelotne szczęście. Czyli w skrócie - urodzić się, żreć, srać, kopulować, wyrywać ze świata i od innych jak najwięcej dla siebie,a potem zdechnąć. Trudno oprzeć się wrażeniu, że takie życie nie różni się niczym od życia każdego innego zwierzęcia (przynajmniej ssaka); te same instynkty są motorem działania. To wszystko jest takie żałośnie bezsensowne.

Co za różnica, czy mój cykl skończy się za 10 czy 40 lat?

Mam znaleźć sobie dobrą pracę, by móc sobie stymulowac poziom hormonów szczęścia kupując nowe dobra materialne? (a wiem, że człowiek [więc i ja] jest istota nienasyconą, nowe bodźce sprawiające przyjemność szybko ulegają habituacji, więc chce ciągle czegoś nowego).
Mam się uganiać za panienkami, skoro wiem, że ten PRZYMUS wynika ze struktury tkwiącej w moim mózgu, zaimplementowanej mi przez niewiadomo-co i robiącej ze mnie niewolnika mojego programu genetycznego.
Na ile moje pragnienia są moje, a na ile są wytworem moich biologicznych, zwierzęcych struktur? Na ile moje ciało jest moje, a na ile ja jestem niewolnikiem mojego ciała?
Czy istnieje cokolwiek poza tym, co zostało mi wprogramowane przez naturę, co jest par excellence MOJE, czy też wszystkie moje myśli, pragnienia, marzenia, potrzeby, zachowania - wynikają z działania narzuconych mi z góry biologicznych struktur?

Czyż życie człowieka nie jest tragiczne?

{depersonalizacje}

Gbur
Posty: 274
Rejestracja: pt sty 08, 2016 12:00 am
Kontakt:

Re: cel życia?

Postautor: Gbur » pn cze 19, 2017 3:57 am

Ostatnio zastanawiam się, że świat jest w dzisiejszych czasach tak skomplikowany, że właściwie trudno to wszystko poskładać w całość. To epoka chaosu informacji. Korekta - to nie świat się stał bardziej skomplikowany, tylko powiększył się znacząco dostępny zbiór informacji o nim. Wydaje mi się, że żeby ustalić sobie jakiś cel w życiu, to trzeba najpierw wykształcić sobie jakąś podbudowę, światopoglądową strukturę, z której ten cel będzie wynikał. Ostatnio wszystko mi się rozsypuje, dość często, jak domek z kart. Razem z obrazem siebie czy kontaktów międzyludzkich. Czuję, że wszystkie pewniki się rozsypały (poza jednym - nieuchronnością śmierci).
Im bardziej otwieram się na ludzi tym czuję większy chaos wewnątrz. Przez lata izolacji byłem bardziej stabilny wewnętrznie ( co jednak nie oznacza, że mój wewnętrzny system był prawdziwy). Jestem już sfrustrowany tymi zmianami.
Otwarcie się na ludzi powoduję ułudę, złudną nadzieję na bycie zrozumianym. A tu ze wszystkim trzeba sobie radzić samemu...
Z jednej strony odczuwam smutek, że nie mam z kim porozmawiać przed kim się otworzyć. Z drugiej strony drenaż energetyczny (także związany z przetworzeniem odmiennego toku myślenia drugiej osoby) i emocjonalny (także związany z 'zabezpieczaniem się' ) powoduje, że ryzyko jest zbyt duże.
A czasu coraz mniej...

chudzielec
Posty: 873
Rejestracja: śr kwie 27, 2016 6:12 pm

Re: cel życia?

Postautor: chudzielec » pn cze 19, 2017 8:27 am

Przepraszam z góry jeśli niektóre wypowiedzi będą się wydawały agresywne lub natarczywe.
Nie mam na celu w żaden sposób Ci urazić.
Chodzi wyłącznie o wyciągniecie nowych wniosków poprzez logiczna analizę wypowiedzi.

Czytając ciebie widzę siebie sprzed kilku lat.
Ciągle gadałem że człowiek jest zniewolony popędami, w kajdanach ewolucji itd...
Gbur pisze:Przeciętni ludzie gonią za bardzo podobnymi celami.
Jakimi? Która ich kategoria odpowiada ci najbardziej? albo najmniej nie odpowiada?
Kim są nieprzeciętni ludzie?
Gbur pisze:Pytanie, czy to są ich cele, czy cele wyznaczone im przez naturę?
A praktycznie co za różnica?
Gbur pisze: Znaleźć atrakcyjną/ego samicę/samca, mieć "satysfakcjonujące" życie seksualne, spłodzić dzieci, gromadzić majątek, pożądać nowych rzeczy, które wywołują przelotne szczęście. Czyli w skrócie - urodzić się, żreć, srać, kopulować, wyrywać ze świata i od innych jak najwięcej dla siebie,a potem zdechnąć. Trudno oprzeć się wrażeniu, że takie życie nie różni się niczym od życia każdego innego zwierzęcia (przynajmniej ssaka); te same instynkty są motorem działania.
A co w tym złego? Nie chciałbyś osiągnąć żadnego z wymienionych celów?
Też poniżałem w myślach albo nawet werbalnie tzw. "zwykłych ludzi" ale chyba wyleczył mnie z tego Kossecki.
Gbur pisze:To wszystko jest takie żałośnie bezsensowne.
Zdefiniuj sensowne działanie.
Gbur pisze:Mam znaleźć sobie dobrą pracę, by móc sobie stymulowac poziom hormonów szczęścia kupując nowe dobra materialne? (a wiem, że człowiek [więc i ja] jest istota nienasyconą, nowe bodźce sprawiające przyjemność szybko ulegają habituacji, więc chce ciągle czegoś nowego).
Mówiłem sobie bardzo podobnie tzn ze nie warto rozbudzać ambicja posiadania bo one mnie pochłoną jednocześnie zmuszając do dalszego działania.Ta zasada minimalizmu doprowadziła po części do zaniku i tak szczątkowej chęci poprawy swojego stanu bytowania.Żyje w warunkach z perspektywy dzisiejszej normy dość mocno poniżej średniej (ale jeszcze nie ekstremalnych) jednocześnie nie widząc żadnej potrzeby poprawy.
Gbur pisze:Ostatnio zastanawiam się, że świat jest w dzisiejszych czasach tak skomplikowany, że właściwie trudno to wszystko poskładać w całość. To epoka chaosu informacji. Korekta - to nie świat się stał bardziej skomplikowany, tylko powiększył się znacząco dostępny zbiór informacji o nim.
Jedno i drugie jest prawdą.
Życie chłopa pańszczyźnianego jeszcze bez mała 150 lat temu było proste.
Dostawał ziemie z której się utrzymywał i odrabiał pańszczyznę. Chodził do kościoła.
Płodził dzieci. Raz na jakiś czas zachlał się w karczmie.
Naturalne cykle pór roku decydowały o aktywności.
Nie potrafił czytać i pisać więc niewiele wiedział o świecie.
Zresztą nie było takiej potrzeby. Wystarczało że umiał pracować ciężko w polu.
Rzadko opuszczał perymetr swojej chałupy.
Życie przez wiele pokoleń wyglądało niemal tak samo.
Celami było przetrwanie i zbawienie (religijne).
Gbur pisze: Ostatnio wszystko mi się rozsypuje, dość często, jak domek z kart.
Ja byłem zamknięty w kilku rożnych bańkach w ostatnich latach. W rożnych teoriach społecznych, psychologicznych,
religijnych itd.Wszystkie po czasie okazywały się niepełne i nieuniwersalne bo wszystkie są tylko modelami upraszczającymi rzeczywistość.Myślę że po to właśnie natura dała nam świadomość żeby ciągle rozszerza i zmieniać sposób działania i postrzegania świata.Jeśli wszystko było by proste nie potrzeb by nawet mózgu a co dopiero świadomości.
Gbur pisze:Im bardziej otwieram się na ludzi tym czuję większy chaos wewnątrz. Przez lata izolacji byłem bardziej stabilny wewnętrznie ( co jednak nie oznacza, że mój wewnętrzny system był prawdziwy). Jestem już sfrustrowany tymi zmianami.
Otwarcie się na ludzi powoduję ułudę, złudną nadzieję na bycie zrozumiany
Też nie lubię się konfrontować bo łatwo wyprowadzić mnie z wewnętrznej równowagi np. gdy ktoś jednym zdaniem brutalnie nazywa cały mój sposób myślenia i działania bzdurą (eufemistycznie mówiąc). Z drugiej strony bez konfrontacji trudno o rozwój.
Rzadko człowiek potrafi sam podważać własny światopogląd czy wyzwolić się od przesądów i stereotypów.

chudzielec
Posty: 873
Rejestracja: śr kwie 27, 2016 6:12 pm

Re: cel życia?

Postautor: chudzielec » śr cze 28, 2017 8:11 am

Czy nie macie wrażenia że życie większości ludzi jest jak jazda koleją?

Od jednej jasno wyznaczonej stacji do drugiej.
Rzadko występujące wyraźne zwrotnice.
Czasem brutalne wykolejenie.

moje jest jak dryfowanie bez sternika
Z nadzieja na trafienie przypadkiem do portu.
Czasem osiadam na mieliźnie.
A rzadko się miotam jak podczas sztormu

qwerty1234
Posty: 49
Rejestracja: śr wrz 03, 2014 12:00 am

Re: cel życia?

Postautor: qwerty1234 » pt lut 23, 2018 5:40 am

Nie mam celu w życiu

forrest95
Posty: 5
Rejestracja: ndz kwie 01, 2018 9:21 pm

Re: cel życia?

Postautor: forrest95 » ndz kwie 01, 2018 10:24 pm

Ja nie mam określonego celu, ale wiem co chciałabym zmienić i na co mnie stać i mam jakąś wizję przyszłości tylko nie mam siły jej realizować;(

i.j
Posty: 134
Rejestracja: czw sty 09, 2020 6:52 pm

Re: cel życia?

Postautor: i.j » wt maja 12, 2020 10:27 pm

Nie widzę żadnego. Celem miało być uzdrowienie się, ale po co taki cel, jeśli nie ma on sensu? Na początku roku umarła moja koleżanka z grupy dziekańskiej na studiach, pierwszą myślą, która mi przyszła, oprócz ogromnego szoku, było "dlaczego to ona, a nie ja? dlaczego cholera, umiera ktoś, kto ma po co żyć, kto się potrafi autentycznie tym wszystkim cieszyć, a ja żyję, choć nie mam z tego przyjemności?". Znowu rozważam samobójstwo i racjonalnie zastanawiam się, czy nie było by ono jednak najrozsądniejszym rozwiązaniem. Nie mam już siły. Tęsknię za moim psem.

Więzień_nienawiści
Posty: 96
Rejestracja: pn wrz 23, 2019 8:17 pm

Re: cel życia?

Postautor: Więzień_nienawiści » wt maja 12, 2020 11:31 pm

Większość mierzwy ludzkiej ma na celu rozpłód i tkwienie przy życiu zaspokajając dwa podstawowe poziomy piramidy Maslowa. U nas rozpłód jest niezrozumiały. Takie poświęcenie się dla gnojakow po nic. Więc zostaje zaspokajanie pierwotnych instynktow.
Temat ciekawy jeżeli zastanowimy się co chcemy ponad to trwanie. Czy są tu jednostki wybitne czy szarzy ludzie? Może myślimy o sobie jako o kimś wyjątkowym?


Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość