Wydzielone z: jak zbliżyć się do osoby z os. schizoidalną na akceptowalną odległość? #2

Tu trafiają wiadomości usunięte z innych działów.
Iluminacja

Re: jak zbliżyć się do osoby z os. schizoidalną na akceptowalną odległość?

Postautor: Iluminacja » śr sie 15, 2018 10:44 pm

zima pisze:
śr sie 15, 2018 11:36 am


Iluminacja, moim zdaniem nic na siłę, partner sam musi chcieć się zmienić, nie można go do tego zmuszać, bo może to przynieść opłakane skutki. To nie może wynikać z tego, że kobieta chce, tylko z tego, że facet widzi, że potrzebuje się zmienić albo pozostać takim, jakim jest (może to zauważyć sam, bez słów). Zresztą wiem, jak wygląda to zmienianie na siłę, człowiek się jeszcze bardziej upiera przy swoim, a jak już się zmieni (tak było w przypadku mojej osoby), to nagle przestaje się partnerowi podobać. Owszem, człowiek w związku się zmienia, ale z własnej woli i w tych kwestiach, w których jest w stanie to zrobić. O 180 stopni się nie obróci i rozsądna osoba o tym wie. I nie tylko kobiety próbują zmieniać facetów, ale i odwrotnie, wierzysz w to czy nie. I dalej jestem zdania, że schizoidzi są warci związku, bo to nie jest wcale najgorszy typ osobowości ani najtrudniejszy do ogarnięcia. Kwestia przypadku.
Najwidoczniej Twoje zmiany nie były wystarczające dla Twojego chłopaka, lub zmieniłaś nie to czego potrzebował. To Twój punkt widzenia, że zmieniłaś wiele w sobie i nie pisz, że dla niego, bo zrobiłaś to dla siebie, dla swego szczęścia. Dla niego mogło by to być za mało i nie był to oczekiwany progres w związku. Zastanawiam się czy nie miały miejsca w tym epizody powracającej depresji. Wcale nagle nie przestałaś się podobać, to trwało dłuższy czas. Może nadal tak samo mu się podobasz, jedynie pewne rzeczy w Tobie coraz bardziej mu się nie podobają. Faceci odciągają decyzje zakończenia związku, czekają na kumulację kiedy mają już dość, kobietom wydaje się, że to nagle i bez powodu. Nawet nic nie wiedząc o Tobie i o nim, przypuszczam, że nie powiedział Ci dlaczego kończy bo nie chce Ci sprawiać przykrości (prawdziwego powodu).
Odnoszę wrażenie, kiedy piszesz o tym jak schizoidzi są związku, że faktycznie masz na myśli że Ty zasługujesz na związek. Faktycznie, schizoidzie nie są na tym tle najgorszymi partiami do związku wobec innych zaburzeń. Z schizoidem da się spokojnie i bezkonfliktowo żyć.... każdy kot może to poświadczyć :mrgreen:

Iluminacja

Re: jak zbliżyć się do osoby z os. schizoidalną na akceptowalną odległość?

Postautor: Iluminacja » śr sie 15, 2018 11:22 pm

x809 pisze:
śr sie 15, 2018 8:14 pm


Tutaj będzie mocno pesymistycznie... mam nadzieję, że inni forumowicze nie poczują się urażeni.

Więc... być może to już wiesz skoro zainteresowałaś się tym tematem, ale warto zdawać sobie sprawę, że zaburzenie osobowości to nie jest cecha typu niebieskie oczy, ekscentryczny sposób bycia czy ciekawe rysy twarzy. To jest po prostu rodzaj upośledzenia, utrwalonych nieprawidłowych wzorców myślenia, postrzegania, nieprawidłowych zachowań itd. I osobowość schizoidalna nie jest tu ani lepsza ani gorsza od innych zaburzeń jak osobowość psychopatyczna, narcystyczna, borderline itd. Celowo zrobiłem tu zestawienie z zaburzeniami, które zazwyczaj budzą u ludzi negatywne skojarzenia... W skrócie chodzi o to, że... nie, to nie jest nic dobrego.

***

Bardzo zgrabna wykładnia poruszanej problematyki ujęta w gładkie słowa. Ogólnie, schizoidzi zazwyczaj ładnie piszą – w sensie wartości merytorycznej i płynności tekstu. :wink: Chylę czoła przed Twą chęcią i cierpliwością w unaocznienia naszej czcigodnej forumowiczce komplikacji wiążących się z relacją z schizoidem. Schizoidzi potrafią być bardzo pomocni i ofiarni. :wink:
Jednakże muszę stanowczo zaprotestować przed zrównywaniem zaburzeń schizoidów z innymi zaburzeniami osobowości lub też co gorsza, psychicznymi < tupie nogą oburzony i wali pięścią w stół – na wbicie noża jeszcze czeka> :lol:
Śmiem twierdzić że to zupełnie inna kategoria i faktycznie osobowość schizoidalna przedstawiana jako zaburzenie, nie jest nim faktycznie w ścisłym słowa rozumieniu określenia ‘’zaburzenie’’ a to dlatego, polega na braku pewnych umiejętności psychicznym w zakresie emocji, relacji, uczuć. Obraz świata u schizoida nie jest zaburzony, ani też myślenie jego, czy reakcje. Wręcz przeciwnie, schizoid reaguje racjonalnie, logicznie, wykazuje się przy tym ogromnym stopniem równowagi psychicznej.
Brak myślenia w kategoriach emocji i uczuć to zaburzenie? Nasza kultura tak przyjęła to określać. Ostatnio psycholodzy na poważnie zastanawiają się czy miłość, zakochanie się itp., nie są faktycznie rodzajami zaburzenia, co nawet objawia się w pracy mózgu i jego biochemii, tym samym ma swoiste symptomy łatwo rozpoznawalne i podlegające testom sprawdzającym. :mrgreen:
Zrównałeś mnie (?)nas, ogół schizoidów do kategorii faktycznych zaburzeń ludzi o niespójnym, nie logicznym i irracjonalnym oglądzie rzeczywistości.
Z kim miał byś ochotę w ostateczności tworzyć związek z jakim typem osobowości wymienionej? Wybrać się w podróż, pójść do kina, pogadać o książce, napić się piwa itp. ? Schizoid może być dobrym kompanem i da się z nim porozumieć bez problemów wiedząc że nie zdarzy się nieprzyjemna reakcja i sytuacja.
Posługując się metaforą, te inne zaburzenia wymienione przez Ciebie to jak walący się dom w którym wszystko źle zbudowano, ściany krzywe, podłoga dziurawa, dach zapadł się itp. – obraz domu zaburzonego, nie działającego poprawnie wedle planu. W odniesieniu do schizoida, ten dom jest czysty, piękny, elegancko zaplanowany tylko…. nie ma w nim okien – tak, to jest pewien brak, ale ma te korzyści, jest świetny przewiew i wentylacja. :mrgreen:
W moim środowisku, bycie schizoidem( nie samo bycie nim tylko to co wiąże się z tym), dało mi kolosalną przewagę intelektualną nad innymi. Dzięki temu nie jestem tępym jełopem żłopiącym tanie piwo pod monopolowym. Oczywiście jest za to określona cena...
Zrównywanie schizoidów do reszty zakrawa na absurd, może Ty masz tak złe mniemanie o sobie co raczej jest rzadkością u schizoidów. :lol:
Schizoidzi w ogólności mają wiele cennych cech - na przykład ładnie składają myśli, co raczej jest trudne u umysłów faktycznie zaburzonych. :wink:

zima
Posty: 243
Rejestracja: ndz mar 27, 2016 12:00 am
Lokalizacja: Malbork
Kontakt:

Re: jak zbliżyć się do osoby z os. schizoidalną na akceptowalną odległość?

Postautor: zima » czw sie 16, 2018 6:53 pm

Iluminacja pisze:
śr sie 15, 2018 10:44 pm
Najwidoczniej Twoje zmiany nie były wystarczające dla Twojego chłopaka, lub zmieniłaś nie to czego potrzebował. To Twój punkt widzenia, że zmieniłaś wiele w sobie i nie pisz, że dla niego, bo zrobiłaś to dla siebie, dla swego szczęścia. Dla niego mogło by to być za mało i nie był to oczekiwany progres w związku.
Za dużo się domyślasz ogólnie zamiast okazać zainteresowanie i zapytać. Sorry, że tak piszę, ale widzę, że jesteś ciekawy, ale wolisz siedzieć i myśleć niż wykazać inicjatywę. A ta może nie przydałaby się akurat w moim przypadku, bo jednak są rzeczy, których mówić nie chcę, ale w innych być może.
Iluminacja pisze:
śr sie 15, 2018 10:44 pm
Zastanawiam się czy nie miały miejsca w tym epizody powracającej depresji.
To się akurat zgadza.
Iluminacja pisze:
śr sie 15, 2018 10:44 pm
Wcale nagle nie przestałaś się podobać, to trwało dłuższy czas.
To wiem i wyczuwałam od z grubsza 2 lat.
Iluminacja pisze:
śr sie 15, 2018 10:44 pm
Może nadal tak samo mu się podobasz
Nie.
Iluminacja pisze:
śr sie 15, 2018 10:44 pm
Faceci odciągają decyzje zakończenia związku, czekają na kumulację kiedy mają już dość, kobietom wydaje się, że to nagle i bez powodu.
Kobiety też i facetom też.
Iluminacja pisze:
śr sie 15, 2018 10:44 pm
Nawet nic nie wiedząc o Tobie i o nim, przypuszczam, że nie powiedział Ci dlaczego kończy bo nie chce Ci sprawiać przykrości (prawdziwego powodu).
Ja też tak przypuszczam, poza tym, że powodów pewnie jest więcej niż jeden.
Iluminacja pisze:
śr sie 15, 2018 10:44 pm
Odnoszę wrażenie, kiedy piszesz o tym jak schizoidzi są związku, że faktycznie masz na myśli że Ty zasługujesz na związek.
Raczej myślę, że wielu z nas zasługuje, zresztą pisałam też we wcześniejszym temacie o kontaktach z płcią przeciwną, jeszcze przed zerwaniem, i nie byłam przeciwna randkowaniu przez schizoida.

Iluminacja

Re: jak zbliżyć się do osoby z os. schizoidalną na akceptowalną odległość?

Postautor: Iluminacja » sob sie 18, 2018 5:35 pm

zima pisze:
czw sie 16, 2018 6:53 pm

Za dużo się domyślasz ogólnie zamiast okazać zainteresowanie i zapytać. Sorry, że tak piszę, ale widzę, że jesteś ciekawy, ale wolisz siedzieć i myśleć niż wykazać inicjatywę. A ta może nie przydałaby się akurat w moim przypadku, bo jednak są rzeczy, których mówić nie chcę, ale w innych być może.
To brzmi jak zarzut, jakbym ogólnie za dużo myślał – lubię analizować ludzi, zjawiska, mechanizmy(jak klasyczny schizoid – którym ponownie powoli się staje). Zainteresowanie było by już formą emocjonalnego stosunku do rozmówcy – ciekawość ma charakter ogólny, dotyczący ekspresji własnego istnienia w stosunku do rzeczywistości. Lubię siedzieć i myśleć, tylko to mi najlepiej wychodzi- po co miałbym sobie odbierać drobną przyjemność z życia :lol:
Schizoidzi nie wykazują inicjatywy – są bierni – chyba że dają się ponieść formie chwili, ale to też impulsem jest czynnik zewnętrzny. Zresztą, sama piszesz, że nie przydałaby się ona, bo nie jesteś skora do wynurzeń intymnych( co jest zrozumiałe i oczywiste). Na moje ewentualne pytania, nie dość że i tak nie miałabyś ochoty odpowiadać, to śmiem przypuszczać, że zwyczajnie sama nie znasz na nie odpowiedzi. Tym samym, taka ewentualna rozmowa i indagowanie osoby z OS o jej przeżycia intymne, przez osoba wracającą do OS, przypominała by skecz Monty Pythona. :mrgreen:

Z perspektywy czasu, własnych doświadczeń, przemyśleń i rozważań, ciśnie mi się na umysł smutna konstatacja – schizoidzi nie nadają się do związków(tych prawdziwych). Co jest dość przykre bo odbiera samą potencjalność bycia szczęśliwym. Bez nadziei, człowieka zjada pustka i męczący bezwład życia.

zima
Posty: 243
Rejestracja: ndz mar 27, 2016 12:00 am
Lokalizacja: Malbork
Kontakt:

Re: jak zbliżyć się do osoby z os. schizoidalną na akceptowalną odległość?

Postautor: zima » sob sie 18, 2018 6:22 pm

Iluminacja pisze:
sob sie 18, 2018 5:35 pm
zima pisze:
czw sie 16, 2018 6:53 pm

Za dużo się domyślasz ogólnie zamiast okazać zainteresowanie i zapytać. Sorry, że tak piszę, ale widzę, że jesteś ciekawy, ale wolisz siedzieć i myśleć niż wykazać inicjatywę. A ta może nie przydałaby się akurat w moim przypadku, bo jednak są rzeczy, których mówić nie chcę, ale w innych być może.
To brzmi jak zarzut, jakbym ogólnie za dużo myślał – lubię analizować ludzi, zjawiska, mechanizmy(jak klasyczny schizoid – którym ponownie powoli się staje). Zainteresowanie było by już formą emocjonalnego stosunku do rozmówcy – ciekawość ma charakter ogólny, dotyczący ekspresji własnego istnienia w stosunku do rzeczywistości. Lubię siedzieć i myśleć, tylko to mi najlepiej wychodzi- po co miałbym sobie odbierać drobną przyjemność z życia :lol:
Schizoidzi nie wykazują inicjatywy – są bierni – chyba że dają się ponieść formie chwili, ale to też impulsem jest czynnik zewnętrzny. Zresztą, sama piszesz, że nie przydałaby się ona, bo nie jesteś skora do wynurzeń intymnych( co jest zrozumiałe i oczywiste). Na moje ewentualne pytania, nie dość że i tak nie miałabyś ochoty odpowiadać, to śmiem przypuszczać, że zwyczajnie sama nie znasz na nie odpowiedzi. Tym samym, taka ewentualna rozmowa i indagowanie osoby z OS o jej przeżycia intymne, przez osoba wracającą do OS, przypominała by skecz Monty Pythona. :mrgreen:

Z perspektywy czasu, własnych doświadczeń, przemyśleń i rozważań, ciśnie mi się na umysł smutna konstatacja – schizoidzi nie nadają się do związków(tych prawdziwych). Co jest dość przykre bo odbiera samą potencjalność bycia szczęśliwym. Bez nadziei, człowieka zjada pustka i męczący bezwład życia.
Znaczy mówisz, że nie jesteś skłonny do robienia postępów i w ogóle żaden schizoid nie robi postępów. A ja nie chcę mówić o pewnych rzeczach nie ze względu na OS, jeno na to samo, co inni ludzie. I znam odpowiedzi na te pytania, ale j/w, nie chcę mówić wszem i wobec.

Iluminacja

Re: jak zbliżyć się do osoby z os. schizoidalną na akceptowalną odległość?

Postautor: Iluminacja » sob sie 18, 2018 8:59 pm

zima pisze:
sob sie 18, 2018 6:22 pm

Znaczy mówisz, że nie jesteś skłonny do robienia postępów i w ogóle żaden schizoid nie robi postępów. A ja nie chcę mówić o pewnych rzeczach nie ze względu na OS, jeno na to samo, co inni ludzie. I znam odpowiedzi na te pytania, ale j/w, nie chcę mówić wszem i wobec.

Nie do końca rozumiem do czego zmierza Twa wypowiedź. Robieniem postępów miałyby być angażowanie się w Twój świat wewnętrzny? Czy jakiegokolwiek człowieka na necie? Czyli realizacja jakiejś miernej namiastki bliskości w stosunku do mało-istniejącego-człowieka na forum? Ja już swe wszystkie postępy kiedyś przerobiłem jak na necie tak i w realu, i prawie wróciłem do punktu wyjścia. Gdy ma się pół życia za sobą, kręcenie się po spirali przestaje być zabawne. :lol:
Człowiek z OS tym bardziej ma problem z ekspresją swego wnętrza, abstrahując od ogólnej niechęci ludzi do otwierania się na bolesne kwestie.
Nie możesz znać odpowiedzi na ewentualne pytania, bo nie znasz ewentualnych moich pytań. :wink: Powody zakończenia związku z osobą z OS zawsze są podobne, różnią się tylko niuansami , ale mogą być frapujące.

Iluminacja

Re: jak zbliżyć się do osoby z os. schizoidalną na akceptowalną odległość?

Postautor: Iluminacja » ndz sie 19, 2018 12:23 am

anulacja pisze:
sob sie 18, 2018 9:31 pm
iluminacja pisze:Z perspektywy czasu, własnych doświadczeń, przemyśleń i rozważań, ciśnie mi się na umysł smutna konstatacja – schizoidzi nie nadają się do związków(tych prawdziwych). Co jest dość przykre bo odbiera samą potencjalność bycia szczęśliwym. Bez nadziei, człowieka zjada pustka i męczący bezwład życia.
Uważam, że równie przykre jest założenie, iż sam potencjalny fakt nie nadawania się do związków miałby świadczyć o byciu przez resztę życia nieszczęśliwym (ogólnie to tak jakoś całkiem emocjonalnie brzmi Twoja wypowiedź, mało w tym schizoidalności, że tak się wyrażę). Jest i sporo ludzi zupełnie normalnych, którzy w najmniejszy nawet sposób nie aspirują do schizoidalności a i tak są sami, nie mają partnera/ partnerki itd. I jakoś sobie radzą i niekoniecznie musi to oznaczać spędzania życia na depresjach czy odczuwaniu bezsensu życia. I w odwrotną stronę, znajdzie się grupa osób, która żyje w małżeństwach mniej lub bardziej patologicznych, po rozwodach czy np osoby, które być może myślały, że celem ich życia będzie właśnie założenie rodziny, ślub i da im to szczęście. A po jej założeniu okazało się, że być może nie jest tak różowo czy nie tego oczekiwali i myśleli, że będzie inaczej. Zresztą nieraz z rozmowy czy nawet z tego co widzę u innych to są i osoby niby normalne, które moim zdaniem w związkach nigdy nie powinny być bo się do tego z powodu swojego charakteru zwyczajnie nie nadają.
Mi się z kolei nie wydaje, że bycie schizoidem miałoby przekreślać z miejsca szanse na związek. Na pewno jest dużo trudniej, choćby znaleźć potencjalnie odpowiednią osobę ale nie uważam, że jest to coś niemożliwego do realizacji. Dużo zależy od konkretnej osoby bo nawet i schizoidalnym można być mniej lub bardziej. Różny może być też potencjał samej osoby czy poziom motywacji i samozaparcia do ewentualnej częściowej korekty swoich postaw, zdolności do kompromisów czy nawet i ogólnego dostosowania się do otaczającej rzeczywistości.
Chcesz dalej podtrzymywać ten znany mit o samo spełnieniu, pasjach, podróżach, samorealizacji, afirmacji, ekspresji swych możliwości w skierowaniu na świat jako jednostka zaznaczająca swe istnienie. Gdzie druga osoba jest swego rodzaju dopełnieniem, dodatkiem miłym ale nie koniecznym bo inteligentny , samo realizujący się człowiek potrafi czerpać szczęście z tego co sam zrealizuje. Eleganckie bajeczki z podręcznika taniej psychologii dla ludzi aspirujących do bycia inteligentnymi. Pewnie tak mówią w telewizji śniadaniowej TVN. Przecież to tak brzmi mądrze – jak te idiotyzmy Fruda – tego imbecyla, pseudo naukowca, którego uznaje do tej pory część psychologów.
Pewnie kojarzysz piramidę potrzeb masłowa. Jej stopniowanie nie do końca jest prawdziwe. Na ta jej szczycie jest umieszczone wielkie krzykliwe JA. To jest styl istnienia–myślenia, dziecka, które przez swój egoizm i wieczne przedstawianie swojego JA przed całym światem uznaje swoją sprawczość nad rzeczami i ludźmi – to że może działać, to że może zmieniać, może się rozwijać, może wpływać, kształtować jak rzeczy tak i ludzi wedle swoich potrzeb, dla siebie. To prymitywne. Na szczycie jest MY. Interakcja w bliskości z drugim człowiekiem i wyzbycie się swego dziecięcego egoizmu. Wszystkie inne rzeczy są tak samo potrzebne jak chleb i masło do jedzenia by nie zdechnąć.
Kolejny mit jako to takie osoby są szczęśliwe , a potem zdziwienie otoczenia, czasami świata, że ktoś wali samobója bo przecież miał tak udane, barwne życie i był tak kurewsko spełniony. Ludzie wiele ukrywają przed światem, przed otoczeniem, czasami przed sobą. Dobra, szkoda dalej szczepić języka na ten temat. Już to gdzieś tu pisałem.
Chyba zachodzi nieporozumienie semantyczne co oznacza słowo ‘’związek’’ i używamy go na przemian w różnych znaczeniach kontekstowych. Zazwyczaj mam na myśli związek jako bliskie, emocjonalne, duchowe i jakieś tam wyidealizowane bycie z sobą. Ty odnosisz się do związku jako jakieś relacji psychicznej, formalnej, życiowej etc. Bycie i życie w związku, nie oznacza że dwoje ludzi jest w związku a jedynie w jakieś tam relacji w jakimś tam stopniu bliskości – lub bardziej oddalenia i łączą ich jedynie pewne sprawy życiowe i konieczności jak dzieci, kredyty, seks i zakupy etc.
Faktycznie, trudno się nie zgodzić, że ci normlani w większej części nie potrafią tworzyć związków. Jednak jest kolosalna różnica miedzy nimi a OS. Ci normalni mają zdolność do tworzenia związków nawet jak nie potrafią tworzyć ich dobrze, a OS nie ma zdolności do ich tworzenia bo nie ma niezbędnych narzędzi psychicznych do tego.
Ciągle ktoś pisze że schizoid może tworzyć realny związek. Czy może ktoś w końcu poda jakiś przykład? Lub inaczej, słyszał o czymś takim? Bo nadal to tylko spekulacje. A to co napisałem to nie jest żadna prawda objawiona, tylko myśl i nie widzę powodu do rewidowania swego stanowiska w tym względzie, chyba że ktoś mi pokaże przynajmniej jeden przykład udanego związku schizoida.

zima
Posty: 243
Rejestracja: ndz mar 27, 2016 12:00 am
Lokalizacja: Malbork
Kontakt:

Re: jak zbliżyć się do osoby z os. schizoidalną na akceptowalną odległość?

Postautor: zima » ndz sie 19, 2018 9:05 am

Iluminacja pisze:
sob sie 18, 2018 8:59 pm
zima pisze:
sob sie 18, 2018 6:22 pm

Znaczy mówisz, że nie jesteś skłonny do robienia postępów i w ogóle żaden schizoid nie robi postępów. A ja nie chcę mówić o pewnych rzeczach nie ze względu na OS, jeno na to samo, co inni ludzie. I znam odpowiedzi na te pytania, ale j/w, nie chcę mówić wszem i wobec.

Nie do końca rozumiem do czego zmierza Twa wypowiedź. Robieniem postępów miałyby być angażowanie się w Twój świat wewnętrzny? Czy jakiegokolwiek człowieka na necie? Czyli realizacja jakiejś miernej namiastki bliskości w stosunku do mało-istniejącego-człowieka na forum? Ja już swe wszystkie postępy kiedyś przerobiłem jak na necie tak i w realu, i prawie wróciłem do punktu wyjścia. Gdy ma się pół życia za sobą, kręcenie się po spirali przestaje być zabawne. :lol:
Człowiek z OS tym bardziej ma problem z ekspresją swego wnętrza, abstrahując od ogólnej niechęci ludzi do otwierania się na bolesne kwestie.
Nie możesz znać odpowiedzi na ewentualne pytania, bo nie znasz ewentualnych moich pytań. :wink: Powody zakończenia związku z osobą z OS zawsze są podobne, różnią się tylko niuansami , ale mogą być frapujące.
Okazywanie zainteresowania to nie jest jakieś wielkie angażowanie, wskazuję ci na to, że jesteś ciekawy, ale zamiast zapytać, to analizujesz mnie na podstawie prawie żadnych danych (sam piszesz, że jestem mało istniejąca na forum). Po co to robisz? Lepiej by było zachować te niepotrzebne i mało zgadzające się z rzeczywistością albo zbyt oczywiste wyniki analizy dla siebie. Ale robisz to, znaczy i tak w jakiś sposób się angażujesz. Zataczanie koła i ja znam, ale to nie znaczy, że trzeba rezygnować z robienia postępów.
Nie mam problemów z ekspresją wnętrza, jeśli ufam komuś, komu bym miała coś mówić. Jeśli czegoś nie umiem powiedzieć, to nawet samej sobie (inaczej: nie jestem tego świadoma) i akurat nie dotyczy to związku, bo to jednak jest powiązane z silnymi emocjami, nic nie ukrytymi.
A co do ewentualnych pytań, to jednak dużo sama analizuję, A twój styl już widzę, więc wiem, czego się spodziewać.

Iluminacja

Re: jak zbliżyć się do osoby z os. schizoidalną na akceptowalną odległość?

Postautor: Iluminacja » ndz sie 19, 2018 5:55 pm

zima pisze:
ndz sie 19, 2018 9:05 am



Okazywanie zainteresowania to nie jest jakieś wielkie angażowanie, wskazuję ci na to, że jesteś ciekawy, ale zamiast zapytać, to analizujesz mnie na podstawie prawie żadnych danych (sam piszesz, że jestem mało istniejąca na forum). Po co to robisz? Lepiej by było zachować te niepotrzebne i mało zgadzające się z rzeczywistością albo zbyt oczywiste wyniki analizy dla siebie. Ale robisz to, znaczy i tak w jakiś sposób się angażujesz. Zataczanie koła i ja znam, ale to nie znaczy, że trzeba rezygnować z robienia postępów.
Nie mam problemów z ekspresją wnętrza, jeśli ufam komuś, komu bym miała coś mówić. Jeśli czegoś nie umiem powiedzieć, to nawet samej sobie (inaczej: nie jestem tego świadoma) i akurat nie dotyczy to związku, bo to jednak jest powiązane z silnymi emocjami, nic nie ukrytymi.
A co do ewentualnych pytań, to jednak dużo sama analizuję, A twój styl już widzę, więc wiem, czego się spodziewać.
Dla mnie to jest zaangażowanie bo lubię ostre stosunki mentalne. Tylko taka rozmowa sprawia mi satysfakcję i bez znaczenia czy jest to awantura na ostrzu noża czy miła pogadanka. Lubię jak ktoś mocno czuje moje myśli, mój umysł, mój intelekt. To nie oznacza bliskości emocjonalnej, bardziej bliskość psychiczna, nawet jak kogoś nie lubię. Przeciwstawienie mojego umysłu z umysłem drugiego człowieka i patrzenie co z tego wyniknie. Tu pojawia się pewien problem, trawestując sens sceny z lisem w Małym Księciu, nie chcę sobie oswajać żadnego lisa. Jeszcze nie odkryłem jak zjeść ciastko i je mieć(dylemat typowego schizoida), ale nad tym intensywnie pracuję. :lol:

Z tą ciekawością jest jak z kotem Schrödingera. Jak zajrzeć do pudełka by sprawdzić co się dzieje z kotem, nie otwierając go. Otwarcie go było by zbyt daleko idącym zaangażowaniem, lecz snucie teorii bez sprawdzenia nic nie kosztuje i daje frajdę budowania pewnej teorii danego człowieka. I tak nie możesz mi udowodnić że nie jest prawdziwa. :)

Po co to robię?... to pytanie w stylu po co wstać rano? Po co żyć? Po co coś robić, lub czegoś nie robić ? Najlepiej to zamknąć się w piwnicy i patrzeć w cegły – ale to nudne na dłuższą metę Robię bo mogę – to chyba najkrótsza odpowiedź. Wypada życie wypełnić czymś, nie wszystko musi mieć mistyczny sens i głębię. Niech dzieje się jakiś ruch, akcja, dynamika. Można poruszać myśli innych ludzi, można pokopać sobie w piłkę na boisku, co kto lubi.
Nie widzisz w pełni mego stylu bo mój styl to dialog a nie monologi jakie się tu prowadzi. :wink:

Iluminacja

Re: jak zbliżyć się do osoby z os. schizoidalną na akceptowalną odległość?

Postautor: Iluminacja » ndz sie 19, 2018 6:45 pm

anulacja pisze:
ndz sie 19, 2018 12:15 pm


Nie zamierzam niczego podtrzymywać. Zdaje sobie sprawę, że potrzeba drugiego człowieka jest ważna ale raczej nie jest dobre sprowadzanie całego życia do tej kwestii. Poza tym są różne osoby, takie co po roku bycia samemu wpadają w ciężką depresję a są tacy co potrafią być przez dłuższy czas sami i nie mają z tego powodu poczucia jakiegoś wielkiego cierpienia. Sama miłość też nie rozwiązuje automatycznie wszystkich problemów no i nie jest powiedziane, że będzie trwała niezmiennie do końca życia.
Pewnie kojarzysz piramidę potrzeb masłowa. Jej stopniowanie nie do końca jest prawdziwe. Na ta jej szczycie jest umieszczone wielkie krzykliwe JA. To jest styl istnienia–myślenia, dziecka, które przez swój egoizm i wieczne przedstawianie swojego JA przed całym światem uznaje swoją sprawczość nad rzeczami i ludźmi – to że może działać, to że może zmieniać, może się rozwijać, może wpływać, kształtować jak rzeczy tak i ludzi wedle swoich potrzeb, dla siebie. To prymitywne. Na szczycie jest MY.
A moim zdaniem te "JA" zawsze jest na pierwszym miejscu. W pierwszej kolejności człowiek dąży do zaspokajania własnych potrzeb, czy to fizjologicznych czy psychicznych. I nawet te bycie w związku to jest w pierwszej kolejności realizowanie własnej potrzeby bliskości, emocjonalności czy bezpieczeństwa. Ktokolwiek, kto jest czy wchodzi w związek to jest w nim z powodu własnej potrzeby, że tego chce. Nikt tego nie robi altruistycznie, wyłącznie dla dobra tej drugiej osoby. A jak nie chcesz być w związku to odchodzisz od tej drugiej osoby, nie zostajesz z nią na siłę albo dlatego, że ona chce a Ty nie. Jakieś poświęcanie się w związku też wynika raczej z własnych potrzeb - bo czujemy, że potrzebujemy być z tą osobą. Jeśli mamy wybór między poświęceniem się a zakończeniem związku to wybieramy pierwszą opcję jeśli utrzymanie relacji jest dla nas ważniejsze, "korzystniejsze" niż jej zakończenie.
A nawet zakładając, że na tym szczycie rzeczywiście jest "MY" to zrealizowanie tej potrzeby nie zapełnia innych, które też są ważne. Są i osoby, które mają w odwrotną stronę - odnalazły się w miłości ale nie dokonały samorealizacji i też z czasem mogą odczuwać, ze czegoś im jednak brakuje.
A czy ktoś tu twierdzi, że miłość rozwiązuje wszystkie problemy? Na pewno miłość nie zrobi zakupów, nie zapłaci podatków i nie wyleczy hemoroidów . Tak samo często nie trwa wiecznie.


Twoją tezę można banalnie łatwo obalić – ogólnie nie jest zgodna z rzeczywistością widzianą przez wszystkich – delikatnie pragnę Ci oznajmić, że napisałaś coś bardzo głupiego. JA wcale nie zawsze jest na pierwszym miejscu. Przecież przykładów poświęcenia jednego człowieka dla drugiego są nie tysiące ale wręcz miliony. To wcale nie prawda, że zawsze człowiek dąży do zaspokojenia jedynie swych potrzeb. Ktoś oddaje na pustyni ostatni łyk wody, wiedząc, że umrze przez to. Ktoś oddaje ostatnią kromkę chleba w obozie. Ktoś wystawia się na linię strzału ratując innych. Ktoś skacze do wody pełnej rekinów ratując rozbitków. Ktoś staje w obronie napastowanej obcej kobiety w ciemnej ulicy. Rety, takich przykładów jest taki bezlik, że aż głupio mi że muszę o tym przypominać.
W pewnych sytuacjach- uprośćmy do sytuacji związku, miłości etc, ktoś poświęca swoje życie by ocalić życie kogoś bliskiego. Wtedy pryzmat postrzeganie siebie przez JA znika i pojawia się myślenia w kategorii MY.
Zawsze możesz się doczepić tego, że ktoś poświęca się dlatego że nie chce kogoś stracić, że powoduje to silna więź psychiczna, emocjonalna, uzależniająca itp. Ale to nie ma znaczenia. Bo pomagając/oddając życie dla drugiej osoby, pomagamy, dajemy coś sobie, pewną wartość, a to dlatego, że przestajemy rozróżniać naszą podmiotowość w kategoriach JA i tu pojawia się to magiczne MY.
Dlatego to nazwano piramidą, drabiną , poziomami etc. Jeśli nie wypełnisz jednego stopnia popranie, nie możesz wstąpić na drugi. Miłość nie obroni cię przed wojną, głodem, chłodem, komornikiem itp.
Jeśli nie zrealizujesz swych ambicji, marzeń, nie potrafisz rozwinąć swej osobowości ,znaleźć jakiegoś spełnienia w działaniu i kreacji, to zwyczajnie nie osiągniesz też tej mistycznej miłości w pełni bo będziesz zbyt nudny, bezbarwny i nijaki. Trudno kochać człowieka bez właściwości, jałowego pustaka, bo i za co?
Być może bo moim zdaniem życie w związku jest formą psychicznej i życiowej relacji, którą w końcu się formalizuje przez obrączki i umowę w urzędzie. Nie to, że uważam, że to tylko jakaś tam umowa ale nawet i te bycie w małżeństwie nie zawsze jest tak idealne bo w końcu przychodzi ten etap kiedy ta wzajemna fascynacja nieco płowieje a na jej miejsce pojawiają się za to wspólne mieszkanie, obowiązki, czasem nowe problemy itp, których wcześniej nie było bo po prostu relacja nie była na takim bliskim poziomie. Co innego związek w sensie spotykanie się z kimś przez np rok-dwa lata, czas burzy hormonów, chęci wspólnego spędzania czasu razem bez w sumie większych zobowiązań a co innego, kiedy relacja wchodzi na te głębsze rejony, gdzie rzeczywiście jesteśmy "MY'.
Takie emocjonalne i duchowe, wyidealizowane nieco bycie ze sobą podchodzi mi bardziej pod termin w stylu "prawdziwej miłości". A coś takiego w stosunku do swojej relacji z drugą osobą można raczej z pełną świadomością użyć po jakimś konkretnym czasie życia z drugą osobą i dogłębnym jej poznaniu. Być może dlatego jest tyle nieudanych związków i małżeństw - bo ludzie oczekują, że zawsze będzie tak wspaniale i cudownie jak to jest na początku, kiedy na dobrą sprawę nie ma się jakiś specjalnych zobowiązań wobec tej drugiej osoby. Albo uważają, że samo zawarcie związku małżeńskiego scali ich nieodwracalnie więc nie trzeba się już tak starać.
A utrzymanie takiego głębokiego uczucia i samej relacji to nie jest coś, co po prostu przyjdzie i będzie, to jest ciągła praca nad sobą i tej drugiej osoby również, czego sporo osób nie chce lub nie potrafi robić (nie trzeba mieć do tego OS). I tak obserwując czy słysząc inne osoby dochodzę do wniosku, że taki głęboki, prawdziwy związek nie występuje aż tak często i sporo tych normalnych, zwykłych ludzi żyje w różnych relacjach i nie zawsze jest właśnie tak fajnie jak się może wydawać. Nie mówiąc już o ewidentnych patologiach ale to już inna sprawa.
Prawdziwa miłość to chyba coś takiego w stylu para staruszków trzymająca się za ręce na przechadzce w parku patrząca na siebie z ciepłem i życzliwością. Nie wiem, nie znam się na tym, nie doświadczyłem :mrgreen: . Ale ten przykład chyba idzie w dobrym kierunku.


Z tego co czytałam na forum to paru użytkowników było w związkach (jedna osoba chyba nawet w małżeńskim). Poza tym nawet jeśli ktoś by podał i z kilka takich przypadków to nie zwiększa to automatycznie Twoich szans na cokolwiek, nie zmienia to Twojego charakteru ani zdolności do tworzenia związków. To, że komuś z OS uda się być i trwać w związku nie oznacza, że i Tobie też miałoby się udać. Każdy człowiek jest inny, nawet Ci z OS różnią się od siebie, jak i środowisko, w którym żyją albo osoby, które w nim napotykają na swojej drodze.
Inną sprawą jest to czy ktoś rzeczywiście ma OS czy nie bo z tego co czytałam to są tu osoby (jak i ja sama zresztą), które mówią o poczuciu czegoś w rodzaju podobieństwa na zasadzie cech charakteru i podejścia, ale jednocześnie nie uważają się za takowych. Część osób z kolei w ogóle nigdy choćby nie była u psychiatry/ psychologa więc na dobrą sprawę nie ma jakiejś konkretnej diagnozy (tak, ja wiem, że możliwość autodiagnozy itd ale nie będę się nad tym rozwlekać). Kwestią dyskusyjną jest też czy niektórzy bardziej czują się jako OS czy OU, no i też czy istnieje 100% schizoidalność skoro choćby w niektórych tematach odpowiedzi np co do potrzeby kochania czy potrzebowania bliskiej osoby są różne.
Ale ja mam na myśli prawdziwy związek, coś trwałego, solidnego, dającego radość, szczęście, spełnienie i sens a nie ‘’związek’’. Chodzi mi jedynie o obalenie mojej tezy, że schizoidzi nie nadają się do tego i jak na razie nie mam podstaw do zmiany zdania i nikt na forum nigdzie nie dał sygnału, że to jest możliwe. To nie odnosi się do mnie nijak. Sam byłem w związku, nawet małżeństwo nie przesądza o niczym.
Z tą innością schizoidów jest jak z kotami. Każdy inny, łaciate, kudłate, pstrokate, czasami bez łapy, czy ucha, lub ogona, lecz każdy nie ma wątpliwości, że ma przed sobą prawdziwego 100% kota. Kiedyś byłem 100% schizoidem , teraz widzę takiego 100% schizoida jak Gbur, czy W , na pierwszy rzut oka nic nie mamy z sobą wspólnego, lecz głębiej, pojawia się ten rdzeń, tego czym jest bycie schizoidem.


Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość