Nasze koty

Posty niepasujące do pozostałych działów.
fifikse
Posty: 309
Rejestracja: pn sty 04, 2016 12:00 am
Lokalizacja: Szczecin
Kontakt:

Re: Nasze koty

Postautor: fifikse » pn cze 18, 2018 5:36 pm

Gbur pisze:
pn cze 18, 2018 4:11 pm
Ja mam całe życie kontakt z psami, nie wiem, czy dogadałbym się z kotem.

ja pamiętam koty ze wczesnego dzieciństwa, tzn pamiętam że koty miałam, że jakieś tam koty w moim rodzinnym domu były, ale tak teraz to też właściwie pewna nie jestem czy potrafiłabym się z kotem "dogadać" - czy byłabym w stanie koci język zrozumieć... nie mogę powiedzieć, że kotów nie lubię, bo lubię, ale na pewno bliższe, pod każdym względem, są mi psy - lepiej rozumiem ich mowę ciała, wszelkie zachowania, potrzeby.

Iluminacja

Re: Nasze koty

Postautor: Iluminacja » pn cze 18, 2018 6:34 pm

fifikse pisze:
pn cze 18, 2018 2:22 am



nie no, żartowałam oczywiście. tak serio, to u swojego boku jedynie psa widzę. ale psa, nie "psa" ... czyli piesa zwykłego czterołapowego. moja postawa jest tak "wdzięczna" jedynie wobec czworonogów.




<wystawia na wabia przed laptopem pluszowego psa>
< z napięciem i niepokojem wpatruje się w rozwój zdarzeń>
< w spoconej dłoni, w zanadrzu trzyma rózgę, paralizator i packę na muchy… na wszelki wypadek> :mrgreen:

Wiem, że żartowałaś. Wiem kiedy ktoś ironizuje, pisze sarkazmem, metaforą, żartuje, drwi etc. – mam jak na ironię, świetnie rozwiniętą inteligencję emocjonalną. 8) Sam posługuję się całą gamą środków stylistycznych, których część nawet jeszcze nie ma nazwy. :) Czuję się wręcz głupio wyjaśniając to. Ale, na forum dla schizoidów wcale nie jest to oczywiste. Jeśli zmieniam kontekst znaczeniowy wypowiedzi rozmówcy to robię to celowo i z premedytacją. Ale jeśli masz taką przyjemność , to możesz dalej zaznaczać kiedy żartujesz a kiedy piszesz poważnie, bo spora część schizoidów faktycznie może się w tym nie połapać. :lol:
Ja jednak będę obstawiał, że posiadanie dwunożnego towarzysza jest daje więcej satysfakcji. Po za tym, psy szybciej się starzeją. :wink:

Iluminacja

Re: Nasze koty

Postautor: Iluminacja » pn cze 18, 2018 6:38 pm

zima pisze:
pn cze 18, 2018 9:51 am

Jego się nie da trzymać na krótkiej smyczy, już od dawna mu mówię, że pantoflem nigdy nie będzie, poza tym, że związek nie jest od ciągłego zmuszania do wszystkiego. A co do kobiet schizoidów, to już gdzieś na tym forum pisałam, że nie mam ekstremalnej OS i to jest tak, że raz ja wychodzę z inicjatywą, raz narzeczony, bo jakby zawsze szło to w jedną stronę, to w końcu ta gorąca osoba by się wypaliła. No i każdy przypadek jest inny. Mój tata jest tak skrajnym schizoidem, że mama nie ma do niego siły, bo krytyka go kompletnie nie rusza i powtarza ciągle te same błędy. Co do psów się zgodzę, ogólnie zwierzaki są łatwiejsze w obejściu i wiele ludzi obecnie, nie tylko schizoidów, wybiera małych pupili niż związki z ludźmi, bo wolą iść na łatwiznę i/lub nie ogarniają w relacje człowiek-człowiek.

Dzięki braku ekstremalnej OS, nie masz ekstremalnego związku – całe szczęście – Twoje szczęście, bo o jego szczęście nie mogę zapytać. Oczywiście z tym wypaleniem masz rację, tyle że jest bezlik związków opierających się właśnie na wypalaniu jednej strony – czasami do cna i czasami to nawet długo trwa. Być może, gdyby to Twoja matka była OS, to Ty sama nie byłabyś połowiczną a pełną, i jedyną relację jaką mogłabyś stworzyć to z kotem, lub psem. :D Część psiarzy i kociarzy na te słowa może się obruszyć i słusznie. :lol:

Iluminacja

Re: Nasze koty

Postautor: Iluminacja » pn cze 18, 2018 6:40 pm

Gbur pisze:
pn cze 18, 2018 4:11 pm
Ja mam całe życie kontakt z psami, nie wiem, czy dogadałbym się z kotem.
Pewnie typ posiadanego zwierzęcia ma jakiś wpływ na charakter.
Może jeszcze nie zauważyłeś, ale nasza rozmowa i psach i kotach jest tylko pomocniczą figurą retoryczną w opisie relacji miedzy ludzkich i wynikających z tym problemów. Czytaj to jako szerszą metaforę opisującą nasz stan i nasze życie. Pragnienia ,sens, dążność do celu, spełnienie. Jednak kontekst ma tu istotne znaczenie. Używamy naszych kotów i psów w rozmowie do odbijania naszych wnętrz i myśli o sobie samych i o tym jak odczuwamy rzeczywistość. Wiem, że dosłowność jest bardzo ‘’schizoidzka’’, warto jednak postarać się wyjrzeć po za pewne ramy.
Po za tym, chyba miałeś na myśli, że typ danego charakteru ma wpływ na rodzaj posiadanego zwierzęcia , a nie odwrotnie. Chyba że posiadany zwierzak faktycznie zmieniał by nasz charakter… lecz szczerze… nie wyobrażam sobie mruczącego faceta - tym bardziej siebie :lol: .
Z tak wyrobionym stylem lakoniczności, zrobiłbyś karierę w reklamie pisząc hasła. :wink:
Ty się nie pytaj czy dogadałbyś się z kotem czy psem, tylko czy dałbyś radę z kobietą :)

zima
Posty: 297
Rejestracja: ndz mar 27, 2016 12:00 am
Lokalizacja: Malbork
Kontakt:

Re: Nasze koty

Postautor: zima » pn cze 18, 2018 9:16 pm

Iluminacja pisze:
pn cze 18, 2018 6:38 pm
Być może, gdyby to Twoja matka była OS, to Ty sama nie byłabyś połowiczną a pełną, i jedyną relację jaką mogłabyś stworzyć to z kotem, lub psem.
Całkiem możliwe, bo jednak mama jest mega ekstrawertyczna i jakiś wpływ na mnie miała. Gdyby była schizoidką, to aż strach pomyśleć, co by było, chociaż może z drugiej strony ekstrawertyczny tata by nadrabiał troszkę :P W każdym razie, gdybym nie grała w WoWa i nie trafiła przypadkiem na obecnie narzeczonego, to pewnie nadal byłabym sama. Tak się trafiło jak ślepej kurze ziarno.

fifikse
Posty: 309
Rejestracja: pn sty 04, 2016 12:00 am
Lokalizacja: Szczecin
Kontakt:

Re: Nasze koty

Postautor: fifikse » wt cze 19, 2018 4:01 pm

Iluminacja pisze:
pn cze 18, 2018 6:34 pm
Ja jednak będę obstawiał, że posiadanie dwunożnego towarzysza jest daje więcej satysfakcji. Po za tym, psy szybciej się starzeją.

zawsze można ukraść sobie nowego psa! :P

masz rację oczywiście. jasne, że czworonóg nie zastąpi nam towarzystwa innych ludzi (...) właściwie to w ostateczności zastąpić może, tyle tylko, że nie sposób "relacji" takich porównywać w ogóle. trochę to śmieszne, bo uciekam od ludzi, a z ludźmi jedynie szczęśliwa byłam. o jesu! byłam kiedyś "szczęśliwa" !!! SZOK! naprawdę byłam szczęśliwa przez chwilę, dość dawno temu już. trochę się odcięłam od takich normalnych relacji, trochę bardziej niż trochę, tzn tak zupełnie, no ale na tym forum to nic nadzwyczajnego. ja właściwie, w przeciwieństwie do niektórych tu, przez wiele lat uważałam że mogłabym wrócić gdybym naprawdę chciała; że kosztowałoby mnie to "trochę" wysiłku, no ale, że mogłabym, gdyby tylko... (musi być tak, tak, tak i tak, bo inaczej to nie! no więc NIE!) ja nie do końca wiem nawet dlaczego się wycofałam. tak sobie myślę, że to właśnie zmęczenie, że wykańczało mnie to emocjonalnie - kontakt z ludźmi, interakcja wszelka, bliska <- nie wszelka, a bliska, bo tak sobie o pogodzie i o tym że mój pies to to, tamto, siamto, to ja rozmawiać potrafię i rozmawiam każdego dnia. wydaje mi się, że większość schizoidów ma też problem z takimi codziennymi rozmowami typu "dzień dobry, o jaka dziś ładna pogoda" - ja nie mam. oczywiście nie oznacza to, że takie rozmowy sprawiają mi jakąś dziką przyjemność, chodzi mi tylko o to, że mnie nie męczą raczej. męczy mnie coś innego. męczyło. teraz już nie męczy, bo i kontaktu z ludźmi nie mam bliższego, co w sumie nie znaczy, że nic mnie nie męczy bo masochista sobie zawsze jakiś powód do męki znajdzie - także się męczę oczywiście (jakże mogłoby być inaczej?!) ale nie ludźmi już.

tzn. jednym "ludziem" się męczę - sobą.


tak, tak, użalam się nad sobą, wiem! ;)

Iluminacja

Re: Nasze koty

Postautor: Iluminacja » wt cze 19, 2018 8:49 pm

zima pisze:
pn cze 18, 2018 9:16 pm

Całkiem możliwe, bo jednak mama jest mega ekstrawertyczna i jakiś wpływ na mnie miała. Gdyby była schizoidką, to aż strach pomyśleć, co by było, chociaż może z drugiej strony ekstrawertyczny tata by nadrabiał troszkę :P W każdym razie, gdybym nie grała w WoWa i nie trafiła przypadkiem na obecnie narzeczonego, to pewnie nadal byłabym sama. Tak się trafiło jak ślepej kurze ziarno.

Wyszłoby na to, że sprawa Twego szczęścia leży w gestii gry i ślepego przypadku – wątpię. Znajdujemy to, co jesteśmy gotowi znaleźć i przyjąć. Cześć ludzi napotyka szansę, lecz nigdy nie będzie w stanie jej wykorzystać jak Ty. Napotkać to nie znaczy znaleźć. Tu objawiła się Twoja gotowość do znalezienia swego szczęścia. Może zabrzmi to cynicznie, lecz tak czy inaczej, jeśli nie on – twój narzeczony, to pojawił by się ktoś inny – ‘’przypadkiem’’. Będąc w pełni OS, nie miała byś szansy na taki przypadek. Ludzie z OS o ile tworzą jakieś związki, to seksualne na krótki czas. I to sporadycznie, i jak na ironię, bardziej kobiety niż mężczyźni.
Dobra, udało Ci się, wbiłaś najwyższy level , cały gold dla Ciebie. :)

Iluminacja

Re: Nasze koty

Postautor: Iluminacja » wt cze 19, 2018 8:55 pm

fifikse pisze:
wt cze 19, 2018 4:01 pm


zawsze można ukraść sobie nowego psa! :P

masz rację oczywiście. jasne, że czworonóg nie zastąpi nam towarzystwa innych ludzi (...) właściwie to w ostateczności zastąpić może, tyle tylko, że nie sposób "relacji" takich porównywać w ogóle. trochę to śmieszne, bo uciekam od ludzi, a z ludźmi jedynie szczęśliwa byłam. o jesu! byłam kiedyś "szczęśliwa" !!! SZOK! naprawdę byłam szczęśliwa przez chwilę, dość dawno temu już. trochę się odcięłam od takich normalnych relacji, trochę bardziej niż trochę, tzn tak zupełnie, no ale na tym forum to nic nadzwyczajnego. ja właściwie, w przeciwieństwie do niektórych tu, przez wiele lat uważałam że mogłabym wrócić gdybym naprawdę chciała; że kosztowałoby mnie to "trochę" wysiłku, no ale, że mogłabym, gdyby tylko... (musi być tak, tak, tak i tak, bo inaczej to nie! no więc NIE!) ja nie do końca wiem nawet dlaczego się wycofałam. tak sobie myślę, że to właśnie zmęczenie, że wykańczało mnie to emocjonalnie - kontakt z ludźmi, interakcja wszelka, bliska <- nie wszelka, a bliska, bo tak sobie o pogodzie i o tym że mój pies to to, tamto, siamto, to ja rozmawiać potrafię i rozmawiam każdego dnia. wydaje mi się, że większość schizoidów ma też problem z takimi codziennymi rozmowami typu "dzień dobry, o jaka dziś ładna pogoda" - ja nie mam. oczywiście nie oznacza to, że takie rozmowy sprawiają mi jakąś dziką przyjemność, chodzi mi tylko o to, że mnie nie męczą raczej. męczy mnie coś innego. męczyło. teraz już nie męczy, bo i kontaktu z ludźmi nie mam bliższego, co w sumie nie znaczy, że nic mnie nie męczy bo masochista sobie zawsze jakiś powód do męki znajdzie - także się męczę oczywiście (jakże mogłoby być inaczej?!) ale nie ludźmi już.

tzn. jednym "ludziem" się męczę - sobą.


tak, tak, użalam się nad sobą, wiem! ;)
Nikt tak dobrze, szczerze i akuratnie nie będzie się użalał nad nami, niż my sami. Nie krępuj się, to forum jest od tego. Dopełnij swym żalem i rozpaczą, kielich goryczy tak by stała się udziałem wszystkich i wszyscy poznali jej cierpki smak. :)
Jest taka znana fraza, czy też pytanie. Dlaczego ludzie sami skazują się na cierpienie? Jest w tym jakiś nieokreślony masochizm. Może stoi za tym jakaś głębsza przyczyna? Schizoidzi nie mają wielkiego wyboru, są jacy są, to nie jest ich decyzja czy chcą być z drugim człowiekiem/ludźmi czy nie. Pewne funkcje umysłowe są im odebrane, ograniczone , nieaktywne. Znów to powtórzę, Ty nie masz osobowości OS nawet nie masz nic z tą przypadłością wspólnego - to widać słychać i czuć. Twoje podobieństwo do schizoidów jest jak stołu i psa – oboje mają cztery nogi – czyli pozorne. Istnieją oczywiście pewne analogie w reakcjach, w sposobie życia, bycia, lecz ich przyczyny i podłoże jest zupełnie inne. Ty masz jakiś wybór. Gadanie o tym zmęczeniu relacjami z ludźmi i wycofaniu się, jest chyba unikiem maskującym zupełnie inną przyczynę. Ja nie wiem po co tak w ogólności zadawać się z ludźmi . Jasne, że to męczy, każdego – nawet normlanego człowieka męczy - zadawanie się z ludźmi, którzy mu nie odpowiadają. Wystarczy poszukać ludzi którzy nie męczą, którzy dają przyjemność kontaktu, rozpalają energię i chęć do życia, działających pozytywnie na psychikę, z którymi można pogadać o wszystkim lub pomilczeć o niczym. Nie żyjesz na pustyni, w Twojej przestrzeni jest wielu ludzi, nawet w przestrzeni neta z którego korzystasz. Czy na pewno z tych 6mld ludzi wszyscy by Cię męczyli? Zatem, ciekawe skąd ta ucieczka od ludzi? Rasowy psycholog wnet walnąłby wyświechtaną frazą, że faktycznie uciekasz przed czymś co masz w sobie – ale nim nie jestem, wiec tego nie napiszę. :lol: Ciągnąca się depresja dawałaby podobne objawy, ale to chyba też nie to.
Dziwne to, wydać na siebie wyrok, nie będąc skazanym. Ludzie, z natury rzeczy dążą do szczęścia i bliskości, jeśli tego nie czynią coś stoi im na przeszkodzie na zewnątrz w otoczeniu lub w nich samych.
Dziwne, wiesz czym jest szczęście( czego schizoid nie wie) - pamiętasz je i nie pragniesz tego powtórzyć. Wniosek z tego, że być może jest coś o czym nie piszesz.
Ps.
Kradzież psów nic nie da, ilość nie przechodzi w jakość :wink:

fifikse
Posty: 309
Rejestracja: pn sty 04, 2016 12:00 am
Lokalizacja: Szczecin
Kontakt:

Re: Nasze koty

Postautor: fifikse » śr cze 20, 2018 1:48 am

nie wiem co teraz napisać... właściwie to chyba mało o sobie wiem. tak szczerze mówiąc to ja też nie sadzę bym miała OS. widzę jakieś tam punkty wspólne, no ale właśnie - bardziej zachowania niż cechy jako takie. jedno i to samo zachowanie może mieć tysiące różnych przyczyn - powodem mojej ucieczki od świata raczej nie jest OS.

co do tego "męczącego kontaktu" - to ja nie mogę szukać "niemęczącego kontaktu" ponieważ męczy mnie to, co bliskie właśnie - im bardziej kogoś lubię tym bardziej mnie to męczy. w ogóle bliskich relacji się boję. faktycznie, tzn. tak sobie myślę, że samo w sobie nie jest to dziwne - że wszelkiego rodzaju społeczne interakcje i relacje przeróżne mają prawo być męczące i zapewne męczące bywają dla każdego, ale chyba mało jest ludzi, którzy się z tego powodu zamykają w domu na kilkanaście lat. trzeba być cholernie słabym człowiekiem żeby w ten sposób uciekać. nie wiem czy można to inaczej wytłumaczyć, usprawiedliwić jakimś zaburzeniem, jakąś tam przyczyną - jestem słaba lub głupia, niezależnie od przyczyny.

z drugiej strony: pomimo tego, że wydaje mi się to śmieszne i głupie - zasłanianie się, usprawiedliwianie i tłumaczenie jakimiś diagnozami, to chyba jednak sama też.. sama nie wiem w sumie.. może niekoniecznie szukałam czegoś, co by mnie usprawiedliwiało, ale czegoś co by mnie określało, być może (?) widziałam w sobie cechy OS, ZA, FS, OU, ale tak szczerze to z niczym się utożsamić nie mogę. może to i lepiej bo w sumie nie wiem po co mi jakaś zaburzeniowa tożsamość. nie wiem czemu to ma służyć (?) ale z drugiej strony: i tak jest "zaburzeniowa" - moja tożsamość, bo jasne przecież że się leczyłam, no i jasne że mam jakieś psychodiagnozy, tylko że one właściwie niczego nie tłumaczą, niczego nie wyjaśniają, a ja szukałam jakiejś takiej "praprzyczyny" właśnie, lub czegoś w tym rodzaju.

można też szukać w dzieciństwie, w jakichś złych doświadczeniach, że traumy jakieś itd. ale kto ich nie ma? poza tym to niczego nie zmienia, można sobie tak wmawiać w nieskończoność - że tacy jesteśmy pokrzywdzeni i w ogóle ofiary, ojojojoj...

e tam, nieważne. w ogóle wydaje mi się, że napisałam takie bzdury, że jeszcze tego nie wysłałam a już się wstydzę. wydaje mi się, że wszystko co napisałam to jakiś bezsens, sorry. nie musisz mi odpowiadać, przepraszam. to jest temat o kotach. lepiej piszcie o kotach! :P

dobra, idę spać. dobranoc.

Iluminacja

Re: Nasze koty

Postautor: Iluminacja » śr cze 20, 2018 7:18 pm

fifikse pisze:
śr cze 20, 2018 1:48 am
trzeba być cholernie słabym człowiekiem żeby w ten sposób uciekać. nie wiem czy można to inaczej wytłumaczyć, usprawiedliwić jakimś zaburzeniem, jakąś tam przyczyną - jestem słaba lub głupia, niezależnie od przyczyny.
Z drugiej strony trzeba mieć bardzo silną psychikę by świadomie i z premedytacją zniszczyć sobie życie izolując się od świata , wiedząc że jedyne co nas czeka, to już tylko śmierć. Trzeba jednak wiele samozaparcia by powoli z premedytacja, zaplatać sobie sznur na szyję na której się powiesimy. Trzeba mieć do tego zdrowe nerwy - ja bym nie potrafił, chyba jestem słabszy niż Ty :wink:
Pokancerowanie psychiczne, nie ma nic wspólnego z inteligencją - uznaj to za pocieszające, tym samym Twego zachowania nie da się odnieść do tego czy jesteś głupia czy nie :wink:

fifikse pisze:
śr cze 20, 2018 1:48 am


co do tego "męczącego kontaktu" - to ja nie mogę szukać "niemęczącego kontaktu" ponieważ męczy mnie to, co bliskie właśnie - im bardziej kogoś lubię tym bardziej mnie to męczy. w ogóle bliskich relacji się boję. faktycznie, tzn. tak sobie myślę, że samo w sobie nie jest to dziwne - że wszelkiego rodzaju społeczne interakcje i relacje przeróżne mają prawo być męczące i zapewne męczące bywają dla każdego, ale chyba mało jest ludzi, którzy się z tego powodu zamykają w domu na kilkanaście lat.

Zatem, bliskość może być męcząca ? To kłamstwo wymyślone przez pokancerowane umysły by ukryć własną aberrację, racjonalizując własne absurdalne rekcje. Nawet chory umysł potrafi stworzyć spoistą logicznie mentalną strukturę wyjaśniającą własne reakcję– zwłaszcza schizoida. Tak, ludzie na tym forum tłumaczą to często zmęczeniem, zabieraniem przestrzeni, zabieraniem oddechu, niweczeniem cudownie poukładanego życia w którym wszystko ma swe miejsce i uzasadnienie, i wszystko osadzone na kanwie swej natury, z którą tak dumnie się obnoszą jako trofeum. Tak, własna zjebana natura wszystko tłumaczy i uzasadni, zwłaszcza niechęć do bliskości. Ja już pisałem to gdzieś, to nie jest natura, to jest wynaturzenie, taki rak na umyśle. To wszystko są fantasmagorie wystraszonego dzieciaka, jaki w nich tkwi, pokaleczonego dziecka, skopanego , upodlonego, które gdzieś tam w zakątku ich umysłu w najodleglejszym kącie umysłu i pociąga za sznurki myśli. Nawet nikt z nich tego nie zauważa, bo nie potrafi, nie chce.

Bliskość jest tylko przyjemnością i radością, dla uproszczenia(mówimy o tym szczególnym rodzaju bliskości typu przyjaciel , partner) , można to łatwo uzasadnić w oparciu naturalne skłonności natury ludzkiej, sięgając po czystą naukę. Zawsze można też odwołać się do metafizyki, pokrewieństwa dusz i różnych uduchowionych teorii szukania sensu w tym bezsensie. Lecz to raczej nie przemawia do rozsądku. Zatem, zostańmy przy rozsądku.
Co faktycznie jest męczące w realnej bliskości? Może wcale nie chodzi o męczenie się a o banalny strach? Ale dlaczego bliskość miała by się wiązać z strachem? Jak to się stało, że naturalny mechanizm ludzki- dążenia do bliskość i szczęścia nagle w osobach takich jak Ty i innych na forum przestał działać? Co go przerwało? Wracamy do dzieciństwa znowu…. Jeśli strach , to czego się boisz w bliskości? Bliskość oznacza obnażenie, zwłaszcza to psychiczne.
Bywa taka dziwna reakcja u zgwałconych i molestowanych w dzieciństwie kobiet. Mogą stać się bezpruderyjne i wyzywające. Swobodnie odkrywając swoją nagość. Tyle że ta nagość fizyczna ma przykryć ich nagość wewnętrzną, otoczyć ją tym co zeszmacone by zachować to co gdzieś w środku zostało niewinne. Dziwne jest to, że jeśli ktoś spojrzy na taką kobietę nie jak na obiekt seksualny a jak na obiekt uczuciowy, ona wnet zerwie kontakt, szybko się ubierze u zasłoni swe ciało, bo nie chce odkryć swej nagości wewnętrznej – jedynego miejsca które nie zostało zgwałcone. To nie jest żadna sugestia wobec Ciebie, jedynie opis pewnego mechanizmu. Można zadać gwałt na różne sposoby. Zadano go mi i innym ludziom na tym forum – gwałt na psychice dziecka lub jakiś inny rodzaj. Dlatego takie osoby budują sobie różne rodzaje pancerza psychicznego , murów, mechanizmów obronnych i unikowych.
Zadziwię Cię, ale większość ludzi nie przeżyła żadnych traum i jest całkiem normalna – wręcz kolosalna większość. Nie patrz przez pryzmat tego forum i swoich odczuć względem świata. I tak, to wszystko co się z nami dzieje teraz, zaczęło się w dzieciństwie – to okres krytyczny, jak coś pójdzie nie tak, to koniec. Ten czas, dosłownie zmienia wszystko, całe Twoje przyszłe życie. Zastanawiające jak trywializujesz w podejściu do tych traum.
Tak, jesteśmy tu wszyscy pokrzywdzeni i jest to kurewsko niesprawiedliwe. Zostaliśmy skrzywdzeni i mamy święte prawo żalić się, być złymi, mieć pretensje do całego świata, do rodziców, matki , ojca, Boga, papieża i cholera kogo jeszcze. Małe dziecko nie jest niczemu winne, nic nie może, za nic nie odpowiada. Nasze obecne życie zostało zniszczone, odebrane nam, skopane. Odebrano nam radość, szczęście i dobrą przyszłość. Odebrano nam to, co jest najważniejsze – nasze życie. To w jakim stanie często się znajdujemy( ludzie z tego forum) to funkcjonalna, atroficzna droga donikąd. Kopem prosto w mordę wrzucono nas do dołu z którego nie potrafimy sami wyjść – co gorsze, jak na ironię, z niego, zawsze ktoś inny musi nam pomóc wydostać się. To jest upiorny stan dla schizoida – zależność od innych. U Ciebie pewnie jest podobnie. Tak powstaje pętla nie do rozwiązania.

…jeszcze masz ochotę zabrać nam prawo do żalenia się. Wyjdzie na to, że jesteśmy zjebani i nie mamy prawa do życia. :mrgreen:
Dziwne, żyjesz już parę lat na tym łez padole i jeszcze nie odkryłaś dlaczego? Co się z Tobą stało? Może nie chcesz tego odkryć, wstydzisz się? Boisz? Na terapiach musiałaś dać jakiś rachunek sumienia.
Wstydzisz się, że to napisałaś, ale faktycznie tak mało napisałaś - niczego , czego można było by się wstydzić lub nie wstydzić. Jednak wiele osób na tym forum przebija Cię w negliżu psychicznym. Jesteś tu anonimowa. Ogólnie, to jeden wielki pojemnik na myśli, dołóż i swoje do wspomnianej czary goryczy.

Koty poradzą sobie bez pisania o nich, ich ego jest ponad to.

fifikse
Posty: 309
Rejestracja: pn sty 04, 2016 12:00 am
Lokalizacja: Szczecin
Kontakt:

Re: Nasze koty

Postautor: fifikse » śr cze 20, 2018 10:50 pm

jasne, że przesadziłam. nie każdy jest przecież "pokancerowany" - nie każdy doświadczył jakiejś tam traumy. jasne, że są ludzie, którzy mieli szczęśliwe dzieciństwo, wychowali się w szczęśliwej rodzinie. ja o czymś innym właściwie... w jakimś sensie zgadzam się ze wszystkim co napisałeś. zauważam to wszystko, wiem. w ogóle wydaje mi się, że większość użytkowników tego forum to zauważa i wie. w sumie trudno by schizoidzi w sobie czegoś nie zauważali, by jakiś problem przeoczyli, by go nie przeanalizowali, itd. ja nawet nie wiem czy to dotyczy tylko i wyłącznie osób z OS.. tak naprawdę większość ludzi z psychicznymi/emocjonalnymi (?) problemami, ma skłonność do nieustannej autoanalizy. to nie jest tak, że typowe to jedynie na tym forum - to jest typowe na wszelkich psychoforach w ogóle. tyle tylko, że to niczego nie zmienia, cała ta samoświadomość. można się tak psychoanalizować bezustannie, usprawiedliwiać, użalać - całe życie tak można, tylko po co? tak szczerze: uważasz, że komukolwiek tutaj (niech już będzie na przykładzie tego forum, choć takich w sieci można znaleźć sporo) pomogło, lub pomoże, opisywanie swojego... co to jest w ogóle? bo nie wiem jak to nazwać właściwie? chciałam napisać, że doświadczenia, ale tutaj nie o doświadczeniach zazwyczaj. to co tu, to raczej coś w rodzaju zbioru zracjonalizowanego, przeintelektualizowanego cierpienia. bo żeby to jeszcze szczere było, no ale nie - zabezpieczone to. tak sadzę. tak widzę. tak czuję <- jestem mało schizoidalna, bardzo dużo czuję (żart!) ;) jasne, że też prawdziwa nie jestem, ja to wiem oczywiście - i ja widzę też w sobie te wszystkie "mechanizmy obronne" (a jakże!) ale do takiego szczerego, szczerze PRAWDZIWEGO "ja przed Wami teraz naga i prawdziwa i pokażę Wam jak bardzo mnie skrzywdzono i jak bardzo mnie to boli" (tzn. to taka przenośnia jedynie; odnoszę się do tego, o czym Ty wspomniałeś) to mi CHOLERNIE DALEKO (jak i każdemu tutaj zresztą).

na "terapiach" też nie bardzo potrafię… zmierzam do tego, że nigdy się przed nikim nie otworzyłam - nigdy i nigdzie, na żadnej terapii. zresztą nie chodziłam na taką typową psychoterapię, w sensie, że do psychoterapeuty - moje leczenie było bardziej psychiatryczne niż psychoterapeutyczne. zdarzało mi się jedynie bywać u psychiatrów-psychoterapeutów, ale u takich to jedynie dodatek - jakaś tam rozmowa, coś w rodzaju psychoterapii - to głównie psychiatrzy jednak, tak czy siak.

***

a jeszcze tak dopiszę, to co teraz zauważyłam, na co zwróciłam uwagę: ja faktycznie bardzo często czuję coś w rodzaju wstydu gdy zaczynam mówić/pisać o sobie. to nawet nie to, że się wstydzę przed kimś, w sensie, że przed innymi ludźmi/przed Wami, ale bardziej przed samą sobą się wstydzę. nie wiem jak to wytłumaczyć właściwie. to jest wstyd, albo coś w rodzaju wyrzutów sumienia nawet. sama nie wiem dlaczego i skąd się to bierze w ogóle.. z drugiej strony - tak sobie myślę, że pewnie bym wiedziała gdybym się zastanowiła, ale już mi się nie chce myśleć w tej chwili. naprawdę męczy mnie pisanie o sobie.

Iluminacja

Re: Nasze koty

Postautor: Iluminacja » czw cze 21, 2018 11:26 pm

fifikse pisze:
śr cze 20, 2018 10:50 pm
jasne, że przesadziłam. nie każdy jest przecież "pokancerowany" - nie każdy doświadczył jakiejś tam traumy. jasne, że są ludzie, którzy mieli szczęśliwe dzieciństwo, wychowali się w szczęśliwej rodzinie. ja o czymś innym właściwie... w jakimś sensie zgadzam się ze wszystkim co napisałeś. zauważam to wszystko, wiem. w ogóle wydaje mi się, że większość użytkowników tego forum to zauważa i wie. w sumie trudno by schizoidzi w sobie czegoś nie zauważali, by jakiś problem przeoczyli, by go nie przeanalizowali, itd. ja nawet nie wiem czy to dotyczy tylko i wyłącznie osób z OS.
Napiszę trochę jak schizoid dla odmiany :wink:

Schizoidzi wiedzą i widzą '' wszystko'' . Problem w tym, że widzi to intelekt, czysta, logiczna struktura umysłu analizująca rzeczywistość. Ta wiedza nie jest udziałem świadomości. Tak, wiem, mówi się, że ktoś coś sobie uświadamia to znaczy wie etc. To błąd. Schizoidzi spychają tę wiedzę na zewnątrz świadomości w sferę intelektu. W świadomości bardziej się odczuwa niż wie. Podam skrajny przykład różnicy. Każdy wie że umrze, mało kiedy ludzie mają tego świadomość - zazwyczaj w sytuacjach ekstremalnych nagle ich oświeca fakt śmierci. Schizoidzi celowo nie dopuszczają jej głębiej w siebie - to bariera, zabezpieczenie przed czuciem. Dlatego też z taką nonszalancją mogą opowiadać o swych życiowych dramatach. Absurdalna sytuacja u schizoida, gdzie jego wnętrze jest faktycznie miejscem zewnętrznym. Schizoid gdzieś sobie siedzi w samym rdzeniu i zarządza polami doznań na jakie może i chce sobie pozwolić, reszta jest na zewnątrz w tym i mechanizmy uczuć i emocji. U przeciętnego człowieka jest to wymieszane i rozproszone, sfera świadomości w jakiejś części pokrywa cały obszar umysłu. Dlatego też, schizoidzi ogólnie są znacznie inteligentniejsi od przeciętnej - to nie jest mit podtrzymywany przewartościowanym ego schizoidów. Jest tak dlatego, że umysł/ mózg ma ograniczone zasoby możliwości operacyjnych bo jest skończony. U schizoida zasoby odpowiadające za użeranie się z emocjami ich analizą i społecznymi/ ludzkimi interakcjami, są scedowane na zasoby operacyjne czystego intelektu. Schizoid myśli lepiej, bardziej precyzyjnie, jest świetnym obserwatorem bo w pola jego intelektu i potem świadomości nie zasłania ten typowy dla ludzi bałagan mentalny. Nie wiem czy zdajesz sobie sprawę ile nasz mózg pochłania energii na przykładowo.... myślenie o seksie, dominacji, o co chodzi kobiecie jak ma focha itp.
fifikse pisze:
śr cze 20, 2018 10:50 pm
ja nawet nie wiem czy to dotyczy tylko i wyłącznie osób z OS.. tak naprawdę większość ludzi z psychicznymi/emocjonalnymi (?) problemami, ma skłonność do nieustannej autoanalizy. to nie jest tak, że typowe to jedynie na tym forum - to jest typowe na wszelkich psychoforach w ogóle.
Chęć poznania jest immanentną cechą człowieka tego co jest za horyzontem , czy tego co jest w nas - autoanaliza( psychofora nie mają tu nic do rzeczy,zasada jest podobna). Schizoidzi w czystej postaci nie mają zaburzonego myślenia i percepcji w przeciwieństwie do osób z zaburzeniami psychicznymi i emocjonalnymi. Tym samym, ich zdolność do analizy i autorefleksji jest na wysokim poziomie. Zaburzone osoby nie są w stanie poprawnie zdiagnozować siebie, ani też znać faktycznego stanu swego wnętrza, ponieważ uniemożliwia im to zaburzenie właśnie. Mogą sobie analizować do końca świata ale nigdy nie przekroczą własnych ograniczeń. Umysł zaburzony wytwarza tylko i wyłącznie zaburzony obraz jak świata tak i wnętrza własnego. Tym samym nie da się porównać schizoidów do osób zaburzonych. Twoja wywnioskowana paralela jest błędna. Schizoid jak na ironię nie ma zaburzonego obrazu rzeczywistości(nawet jak często pisze się - w tym i ja, że to zaburzenie - to zwyczajna kwalifikacja semantyczna).
fifikse pisze:
śr cze 20, 2018 10:50 pm
można się tak psychoanalizować bezustannie, usprawiedliwiać, użalać - całe życie tak można, tylko po co? tak szczerze: uważasz, że komukolwiek tutaj (niech już będzie na przykładzie tego forum, choć takich w sieci można znaleźć sporo) pomogło, lub pomoże, opisywanie swojego... co to jest w ogóle? bo nie wiem jak to nazwać właściwie? chciałam napisać, że doświadczenia, ale tutaj nie o doświadczeniach zazwyczaj. to co tu, to raczej coś w rodzaju zbioru zracjonalizowanego, przeintelektualizowanego cierpienia. bo żeby to jeszcze szczere było, no ale nie - zabezpieczone to.

To wspomniane psychoanalizowanie/użalanie jest aktem działania, władności człowieka do ekspresji swego istnienia, w każdym możliwym zakresie w tym wypadku cierpienia i wszelakich bolączek związanych z bycia schizoidem. Schizoidzi dzielą się tym co jest dla nich ważne, czyli oni sami i ich cierpienie. Równie dobrze mogłabyś się zapytać po co ludzie na forach o psach, gadają o nich.
Skoro gadają, ''żalą'' się według Ciebie, to znaczy czują taką potrzebę, jest dla nich w tym jakiś sens, tak samo jak ja widzę jakiś ulotny sens w tym co piszę teraz. To forum służy do komunikacji, ale nie tylko pomiędzy schizoidami, ale też komunikacji ich samych z ich wnętrzem oraz układania sobie myśli w głowie - czasami widać jak niektórzy traktują to jak publiczny pamiętnik. Nie widzę tu pola do zarzutów. Nawet schizoidzi mają jakieś potrzeby socjalizacyjne - mają w końcu ludzkie geny, biologiczny imperatyw szukania podobnych sobie, tworzenia wspólnotowości. A to, że to wygląda jak wygląda to... taki smętrz dla schizoidów - forma pasuje do treści jak i ludzi. Podobne ''geny OS'' ciążą ku sobie naturalnie. Matka natura wymyśliła kiedyś, że ludzki gatunek w kupie jest silniejszy. Inny powód, to zwyczajne dzielenie się swoimi światami - zamkniętymi monadami z których coś czasem się wychyla, jakaś nieoznaczana nić-chęć poczucia drugiego człowieka.
Ogólnie, skoro coś jest w akcie działania i stwarzania musi mieć sens bo zaistniało z wolnej woli uczestników tego forum.
Myślę że pisanie o problemach ogólnie pomaga zwykłym ludziom. Schizoidom natomiast, zazwyczaj, pomaga elegancko poukładać swoje problemy na przygotowanych i posegregowanych niszach w swoim umyśle tak by doznać jakiegoś poczucia elegancji i porządku w własnym wnętrzu. Jest też kwestia samotności, może to miejsce jest jakimś sposobem, dla niektórych, niwelowania jej.
Dezawuujesz nieco cały sens tego forum i szydzisz z tego towarzystwa - jednocześnie , o czym chyba wiesz i dostrzegasz, jakby siedzisz na zewnątrz, bo nie jesteś osobą z OS. Obserwujesz ten teatrzyk nie do końca rozumiejąc graną sztukę.

Nie wiem czy wypada Ci czynić zarzut o zabezpieczeniu jeśli sama wzbraniasz się przed otwartością. Z tym zapieczętowaniem - duma ponad miarę, by w głębi ducha ukryć swój wstyd. Każdy ma prawo do intymności w zakresie jaki uważa i w jakim mu wygodnie funkcjonować. Wbrew pozorom paru schizoidów tutaj, bardzo wiele mówi o swym cierpieniu, co mnie wręcz zaskakuje, że taka osoba jest zdolna do takiej ekspresji i otwartości. Trzeba to docenić, jak na schizoida to bardzo wiele. To jest jakiś progres, może paru osobom to w czymś pomaga?
fifikse pisze:
śr cze 20, 2018 10:50 pm
a jeszcze tak dopiszę, to co teraz zauważyłam, na co zwróciłam uwagę: ja faktycznie bardzo często czuję coś w rodzaju wstydu gdy zaczynam mówić/pisać o sobie. to nawet nie to, że się wstydzę przed kimś, w sensie, że przed innymi ludźmi/przed Wami, ale bardziej przed samą sobą się wstydzę. nie wiem jak to wytłumaczyć właściwie. to jest wstyd, albo coś w rodzaju wyrzutów sumienia nawet. sama nie wiem dlaczego i skąd się to bierze w ogóle.. z drugiej strony - tak sobie myślę, że pewnie bym wiedziała gdybym się zastanowiła, ale już mi się nie chce myśleć w tej chwili. naprawdę męczy mnie pisanie o sobie.
... i dlatego tak miło i przyjemnie obrabia się d... innym. sama widzisz, Ciebie męczy pisanie o sobie, schizoidów nie. Dlatego, tak ogólnie, nie szukaj elementów wspólnych w tym co Ty masz w porównaniu do OS, bo coraz bardziej stracisz obraz samej siebie, w sensie, że nie dojdziesz do ładu co Ci jest faktycznie na podstawie doświadczeń opisywanych przez OS.

fifikse
Posty: 309
Rejestracja: pn sty 04, 2016 12:00 am
Lokalizacja: Szczecin
Kontakt:

Re: Nasze koty

Postautor: fifikse » pt cze 22, 2018 1:19 am

e tam, ja przecież nie o tym. albo o tym właśnie, tylko że... nie z tej strony zupełnie, tzn. zupełnie nie w tym rzecz. Ty mi tłumaczysz jakieś oczywiste oczywistości, no sorry. tłumaczysz mi co, kto, po co i dlaczego. to jest dla mnie jasne przecież. ja nie "dezawuuję sensu tego forum" ani nie "czynię zarzutów o zabezpieczeniu" (sorry za cytaty) bosze, to nie są żadne zarzuty, to jest jakaś tam subiektywna, bo inna być nie może, ocena użytkowników tego forum (zresztą, jak już wspomniałam, nie tylko tego), albo nawet nie użytkowników jako takich, bo w sumie trudno bym oceniała ludzi których nie znam w ogóle. ja pisałam jedynie o dość specyficznym funkcjonowaniu ludzi "zaburzonych" na forach tego typu - to tyle. Ty mi nie musisz tłumaczyć, że ludzie tutaj szukają tego, tamtego, siamtego i owego, bo to jest jasne jak słońce przecież - piszą, znaczy, że tego potrzebują, że chcą, że coś im to daje. no i luz. nic mi do tego. sama zresztą tutaj jestem, piszę. co więcej, nie tylko tu - na wielu forach bywałam, pisałam. od wielu lat "bywam i piszę" - faktycznie, bardzo mi to pomogło, wiele zrozumiałam, wiele się nauczyłam, wiele w swoim życiu zmieniłam, etc. <- tak, tak, ależ oczywiście, że to sarkazm (co nie znaczy, że ATAK; piszę głównie o sobie).

poza tym, tak na marginesie: śmieszne, że to Ty właśnie, czyli ktoś, kto ma się za hiper-super i w ogóle zajebiście oświeconego schizoida byłego (?), zaleczonego (?), podterapiowanego (cokolwiek to znaczy, ogólny sens zapewne zrozumiały), doszukujesz się ataku tam gdzie go nie ma. chyba nikt inny tutaj nie odebrał tego w ten sposób, nikt nie poczuł się dotknięty czy urażony (przynajmniej nikt tego nie okazał, nikt się nie usprawiedliwiał, nikt nie wyskoczył z próbą wytłumaczenia oczywistych oczywistości), no ale...

nieważne.

w sumie to bez znaczenia.

***

a! i jeszcze co do OS i zaburzeń - że to niby nie zaburzenie, bo jakże sprawne, czyste, ponadprzeciętne postrzeganie, bezbłędna analiza, i niezakłócone to, niezanieczyszczone emocjonalnym brudem - czysty intelekt! <- ależ oczywiście! jakżebym mogła się z tym nie zgodzić?! no więc mogłabym, niestety, nie zgadzam się! ;)

żartuję sobie oczywiście. tzn. tak sobie pół-żartem, pół-serio piszę; bo jasne przecież, że można się z tym zgodzić tak już bardzo uogólniając, no ale to w żaden sposób nie wyklucza, czy też nie kłóci się z definicją zaburzenia. nie będę tutaj wszystkich wpychać do jednego wora, bez przesady, bo może i znajdziemy wśród schizoidów jednostki świetnie funkcjonujące (albo raczej - w swoich oczach świetnie funkcjonujące - bo własne samopoczucie miarą zdrowia/niezdrowia jak sadzę), ale to są wyjątki chyba.

Iluminacja

Re: Nasze koty

Postautor: Iluminacja » pt cze 22, 2018 8:58 pm

Przejrzałem Twoje psoty na forum, by mieć ogólne rozeznanie z kim mam przyjemność dyskutować. Typowa cecha schizoida – analiza zjawisk i ludzi. :wink: Z ogólnego obrazu, nie zauważyłem przesłanki skłaniającej mnie do przypuszczeń, że Ty to wszystko wiesz i rozumiesz, nawet jak tak jest, to nie dałaś temu wyrazu w swych postach, jedynie zauważyłaś kilka, kardynalnych cech schizoidów. Dało się odczuć, że irytuję Cię ta wielkopańska duma, wyniosłość, poczucia bycia na wyższym poziomie umysłowym u OS. Jeden z zarzutów przeintelektualizowanej gadki, który jest też w liście typowych cech schizoida zawartych w definicji OS. Może to nie schizoidzi są przeintelektualizowani, tylko reszta ludzi głupia? Myślenie, analizowanie ,drążenie stało się cechą aberracyjną? To nawet nie jest obsesyjne, zwyczajnie sobie jest. Już po krótce wyjaśniłem dlaczego schizoidzi tak mają. Ludzie powszechnie uważają mądrzejszych od siebie za wyniosłych, pyszałkowatych, nadętych itd. Tu bardziej objawia się kompleks bezmyślności, chęci sprowadzenia wszystkich, do jednego, niskiego poziomu umysłowego. Kiedy czytasz artykuł popularnonaukowy to wydaje Ci się on przeintelektualizowany? Schizoidzi opiszą podobnie, ale o sobie lub świecie jak go widzą. Przeintelektualizowanie miałoby miejsce gdyby forma przerastałą ważkość treści. Wydaje mi się, że piszą raczej istotne treści, starając się używać precyzyjnej frazeologii posługując się przy tym elokwencją którą wyrobili z czasem. Tam nie ma pustosłowia, lania wody, tylko precyzyjne oddanie własnych myśli. Uważam to za zaletę. Może to moje jakieś zboczenie umysłowe wynikające z przeczytania za dużej ilości mądrych książek :D
Mi tam łatwo przychodzi ocena ludzi na forum których nie znam… po tym co sami piszą. Nie wiem skąd to krygowanie się, odżegnywania się od oceny, osądu, ludzi których się nie zna. Dają się właśnie poznać po tym co piszą i jak piszą, no przecież nie po nickach .
fifikse pisze:
pt cze 22, 2018 1:19 am
poza tym, tak na marginesie: śmieszne, że to Ty właśnie, czyli ktoś, kto ma się za hiper-super i w ogóle zajebiście oświeconego schizoida byłego (?), zaleczonego (?), podterapiowanego (cokolwiek to znaczy, ogólny sens zapewne zrozumiały), doszukujesz się ataku tam gdzie go nie ma. chyba nikt inny tutaj nie odebrał tego w ten sposób, nikt nie poczuł się dotknięty czy urażony (przynajmniej nikt tego nie okazał, nikt się nie usprawiedliwiał, nikt nie wyskoczył z próbą wytłumaczenia oczywistych oczywistości), no ale...

nieważne.

w sumie to bez znaczenia.

***

a! i jeszcze co do OS i zaburzeń - że to niby nie zaburzenie, bo jakże sprawne, czyste, ponadprzeciętne postrzeganie, bezbłędna analiza, i niezakłócone to, niezanieczyszczone emocjonalnym brudem - czysty intelekt! <- ależ oczywiście! jakżebym mogła się z tym nie zgodzić?! no więc mogłabym, niestety, nie zgadzam się! ;)

żartuję sobie oczywiście. tzn. tak sobie pół-żartem, pół-serio piszę; bo jasne przecież, że można się z tym zgodzić tak już bardzo uogólniając, no ale to w żaden sposób nie wyklucza, czy też nie kłóci się z definicją zaburzenia. nie będę tutaj wszystkich wpychać do jednego wora, bez przesady, bo może i znajdziemy wśród schizoidów jednostki świetnie funkcjonujące (albo raczej - w swoich oczach świetnie funkcjonujące - bo własne samopoczucie miarą zdrowia/niezdrowia jak sadzę), ale to są wyjątki chyba.
Nigdzie, nigdy tutaj nie napisałem, nie było nawet takiej sugestii, że jestem hiper super zajebiście oświecony itp. Symptomatyczne jest to , dlaczego insynuujesz mi to? I nie tylko Ty. Kompleksy? :wink: Mam swoisty styl pisania, trochę myślenia, czy też widzenia świata ale to nie wynika z poczucia mej zajebistości i wywyższania a z zupełnie innych czynników o których tu nigdy nie napomnę. Bo wiesz, tacy hiper zajebiści i naj naj, to nie siedzą na forum dla schizoidów i nie tłumaczą oczywistości, tylko celebrują swą zajebistość w nirwanie otoczeni tańczącymi bogami kłaniającymi im się w pas. 8)
… tak byłego schizoida. Nie wiem jak dało by się leczyć coś takiego, bardziej pozbyć się. Nigdy nie byłem na żadnej terapii, nigdy nie byłem u lekarza z tego powodu, nigdy nie brałem żadnych leków na psychikę.
Widzisz, zaszło chyba nieporozumienie lub skala odczuwania ekspresji w rozmowie, nawet na forum, jest u nas dwojga zupełnie nie współbieżna. Dla mnie to miła pogawędka, nie czuję się atakowany, zirytowany , urażone etc … To ja się staram i daję Ci taryfę ulgową(to znaczy jestem oględny, wyważony, taktowny i powściągliwy by nie urazić) jako że nie jesteś schizoidem a Ty sobie myślisz, że pisze jakiś odwet na twój post. :lol: Bardzo trudno jest mnie dotknąć, wkurzyć, wyprowadzić z równowagi – to mi zostało po OS. A moje wywody wyjaśniającej są bardziej próbą naświetlenia tego kim są OS wiedząc, że Ty taka nie jesteś, i być może tego nie wiesz – jak to działa od podszewki. Po Twoich postach naprawdę trudno stwierdzić co faktycznie wiesz.

Określenie ‘’zaburzenie ‘’ jest ujmowane w dwóch kontekstach znaczeniowych. W diagnozach OS znaczy to, że zaburzone są funkcje które są naturalną(lub które uznajemy a priori) cechowością gatunku ludzkiego. Czyli to określenie w szerokiej skali pojęciowej. Czyli to nie dotyczy ludzi jako jednostek, tylko ludzi jako ogółu. To nie znaczy, że zaburzone jest myślenie u takiego osobnika. Drugi kontekst to zaburzenie, to jak go rozumiemy potocznie – czyli dysfunkcja umysłu, błąd percepcji i oceny rzeczywistości oraz myślenia nie korespondującego z stanem faktycznym. Trudno schizoidowi wytknąć błędy w myśleniu… ale ja staram się jak mogę :mrgreen:
Wielu ludzi bez OS też sobie kiepsko radzi w życiu, tak - tu nie ma prostej analogii. To że widzimy takie poranione i stłamszone osoby na tym forum, to nie znaczy, że każdy OS jest taki. Na to ma wpływ szereg innych czynników.

fifikse
Posty: 309
Rejestracja: pn sty 04, 2016 12:00 am
Lokalizacja: Szczecin
Kontakt:

Re: Nasze koty

Postautor: fifikse » sob cze 23, 2018 12:36 am

przejrzałam Twoje posty na forum również i też, także nie wiem czy to znowu takie super-hiper-schizoidalne, bez przesady. nieustannie podkreślasz swoją schizoidalność - swoją schizoidalną wyższość wręcz; jedynie ze schizoidią utożsamiasz inteligencję, mądrość, wiedzę; przedstawiasz się jako schizoida, utożsamiasz swoja wartość (jak wyżej - inteligencja, mądrość, wiedza) ze schizoidią. jak sądzę, jak widzę, jak czytam, jak czuję (hehe, to już było, wiem!) w swoich oczach byłbyś nikim gdyby nie autodiagnoza. gratuluję autodiagnozy wiec.

wiesz, to jest trochę tak, że wszyscy tutaj "coś tam" o OS wiedzą; wszyscy tutaj "coś tam" czytali, wszyscy tutaj wszelkie cechy, czy tam potencjalne cechy OS sobie (i w sobie) przeanalizowali. nie musisz mi więc tłumaczyć jakichś podstaw ... współczesnej psychiatrii, czy tam psychopatologii ;) jak sam wspomniałeś, nigdy nie byłeś na żadnej psychoterapii, u żadnego psychodiagnostyka - Twoja (auto)diagnoza jest więc niepewna, a wiedza jedynie teoretyczna (ała!), wybacz.

trochę sobie żartuję

jak zwykle

oczywiście

trochę sobie żartuję

a trochę nie

teraz poważnie(j) już: moje pierwsze wrażenie było dość pozytywne. czytając Twoje posty, pomyślałam sobie, że w końcu jest na forum ktoś, komu udało się pokonać w sobie ... <- tu wstawić można cokolwiek właściwie - w sensie, że cechy/skłonności, których pozbyć się chcemy, to czego w sobie nie lubimy, nad czym popracować [czyli, że zmienić to] możemy, etc. to było pierwsze wrażenie. zresztą nawet w którymś z postów napisałam, że się z Tobą zgadzam, ze podoba mi się Twoja postawa, która okazała się paskudnie, wstrętnie, obrzydliwie wręcz sztuczną. Ty chłopcze, nie tolerujesz tego, czym sam grać próbujesz. jesteś ku*ewsko (sorry) sztuczny - w moich oczach (i dla mnie) niezaprzeczalny to FAKT.

co do tego, że mnie niby boli przeinelektualizowanie ze względu na to iż ludzi boli inteligencja innych ludzi (jakoś tak to leciało). to nie do końca tak. wydaje mi się, że ludzi często denerwuje w innych to, czego nie lubią też w sobie. to jest jak sadzę w psychologii mechanizm dobrze znany, coś na zasadzie lustra - nie trawisz w ludziach tego, czego nie trawisz w sobie.

(niestety jestem narcyzem)


ps. szanowny-pan-wielce-inteligentny cholernie dużo błędów robi
przed wysłaniem kolejnych postów proponuję skorzystać ze słownika ;)

dobra.noc!


Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Google [Bot] i 2 gości