Lęk w kontaktach międzyludzkich

Tematy dotyczące relacji z innymi ludźmi.
umarlazkotami
Posty: 168
Rejestracja: czw sty 05, 2017 12:22 pm

Lęk w kontaktach międzyludzkich

Postautor: umarlazkotami » pn kwie 24, 2017 3:13 pm

Czego boicie się najbardziej w kontaktach z innymi? Co jest dla was najbardziej problemowe? Jak dajecie sobie radę w powierzchownych kontaktach i funkcjonowaniu w przestrzeni publicznej? A czego boicie się w bliższych relacjach? Jakie lęki dają się najbardziej we znaki? Jakiego typu ludzi się najbardziej boicie?

umarlazkotami
Posty: 168
Rejestracja: czw sty 05, 2017 12:22 pm

Re: Lęk w kontaktach międzyludzkich

Postautor: umarlazkotami » pn kwie 24, 2017 3:13 pm

Gbur pisze:
Ja zdałem sobie sprawę, że boję się ludzi. Tego co w nich realne i tego, co w nich potencjalne. Ten strach powoduje zamrożenie uczuć/emocji. Naruszenie tej zamrożonej powłoki (pancerza) chroniącej mnie przed światem traktuję jako zagrożenie. Ot, cała tajemnica. Czasem w wyobraźni wyobrażam sobie potencjalne zagrożenia i analizuję możliwe wzorce wyjścia z takiej sytuacji, niejako planuje, zabezpieczając się. Czasem te wyobrażenia zagrożeń zbytnio nachodzą na realny obraz świata.
Jakie to konkretnie zagrożenia?

ciekawość
Posty: 6
Rejestracja: śr kwie 19, 2017 6:14 am

Re: Lęk w kontaktach międzyludzkich

Postautor: ciekawość » pn kwie 24, 2017 11:06 pm

Ja się najbardziej boję utraty niezależności, poczucia braku kontroli nad sytuacją. W każdym kontakcie z człowiekiem staram się mieć nad nim kontrolę. Jeśli jestem w stosunku do kogś uległa, to nadal forma kontroli, bo ja na to pozwalam, w moim odczuciu. Nawet fakt, że żyję tłumaczę sobie tym, że mam nad tym kontrolę bo w każdej chwili się mogę zabić czyli wmawiam sobie, że mam jakiś wybór.

Nie lubię dużych zmiań, jeśli chodzi o moje życie. Zmiany mnie przerażają. Coś, nad czym mam kontrolę = bezpieczeństwo, strefa komfortu. Życie samo w sobie jest nieuporządkowane, zmienne, więc prawda jest taka, że po prostu boje się żyć.

W powierzchownych kontaktach nie czuje się komfortowo, gdy ludzie próbują ze mnie siłą wyciągać osobiste informacje. Odczuwam wtedy nie irytacje, ale właśnie lęk. Mam w głowie jakiś scenariusz i wtedy ktoś mi to wszystko rujnuje, nie trzyma się swojej roli.

Myślę, że daję sobie radę w kontaktach z ludźmi, potrafię się adaptować do różnych warunków, mogę być duszą towarzystwa lub przywódcą. Sądzę, że grę aktorską i umiejętności manipulacyjne mam bardzo dobrze opanowane. Choć na dłuższą metę męczy mnie przybieranie różnych masek. Potrzebuję kontaktu z ludźmi, ale na moich zasadach. Zastanawiam się czy gorsza byłaby dla mnie kompletna izolacja, czy ludzie przekraczający non stop moją strefę komfortu. Jedno i drugie rozwiązanie mnie przeraża. Dla mojego zdrowia psychicznego najlepiej jak jest coś pomiędzy tymi dwoma skrajnościami.

Chyba nie boje się jakiegoś konkretnego typu ludzi.

x809
Posty: 28
Rejestracja: wt lis 24, 2015 12:00 am

Re: Lęk w kontaktach międzyludzkich

Postautor: x809 » wt kwie 25, 2017 3:29 am

umarlazkotami pisze:Czego boicie się najbardziej w kontaktach z innymi? Co jest dla was najbardziej problemowe? Jak dajecie sobie radę w powierzchownych kontaktach i funkcjonowaniu w przestrzeni publicznej? A czego boicie się w bliższych relacjach? Jakie lęki dają się najbardziej we znaki? Jakiego typu ludzi się najbardziej boicie?
Nie potrafię utożsamić się z określeniem, że podczas kontaktu z ludźmi odczuwam lęk. Wydaje mi się, że tak nie jest. Nie czuję też żadnego napięcia związanego z kontaktem samym w sobie. Nie mam tez poczucia, abym czegoś lub kogoś unikał z powodu lęku. Nie umiem się z takimi zwrotami zidentyfikować i wydają mi się one obce.

Jeśli chodzi o kontakty bardziej sformalizowane jak np. związane ze wspólną pracą nad czymś, to obecnie ograniczyłem je do minimum. Wydaje mi się, że jeśli tylko dotyczy to mocno sformalizowanych obszarów, to nie stwarza mi to trudności. Na ogół ludzie, z którymi się w taki sposób komunikuje znają tylko pewien niewielki wycinek mnie, który jest akurat potrzebny do współpracy. Raczej nie mam poczucia, że zakładam jakieś maski, udaję kogoś kim nie jestem (i to wymagałoby wysiłku), a jedynie eksploatuje tylko tę część siebie, która jest potrzebna przy danym przedsięwzięciu.

Natomiast kiedy poznaję nową osobę przeciwnej płci, to prawie zawsze towarzyszy mi obawa, że druga strona nie będzie próbowała nawiązywać ze mną kontaktu, nie będzie dążyć do zacieśniania znajomości ani w żaden sposób próbować zbliżyć się do mnie - czyli pozostanie zimna, odległa i obojętna. Nie widzę tego jako lęku, ale jako pewien (zwykle postrzegany jako coś nieuniknionego i spodziewanego) scenariusz. Nie czuję wtedy żadnego napięcia ani zagrożenia. Obawa nie dotyczy też ludzi samych w sobie, ale czegoś co mi trudno teraz określić. Natomiast kiedy raz w życiu (to było blisko 10 lat temu) zdarzyło się, że ten schemat został bardzo mocno złamany (ktoś zaczął snuć wizję o ślubie i dzieciach), poczułem się osaczony i któregoś dnia poprzez jedną wiadomość na gg zerwałem kontakt.

umarlazkotami
Posty: 168
Rejestracja: czw sty 05, 2017 12:22 pm

Re: Lęk w kontaktach międzyludzkich

Postautor: umarlazkotami » wt kwie 25, 2017 4:26 pm

ciekawość pisze:Ja się najbardziej boję utraty niezależności, poczucia braku kontroli nad sytuacją. W każdym kontakcie z człowiekiem staram się mieć nad nim kontrolę.
Da się tak, ustawić ludzi jak aktorów w teatrze z przyporządkowaną rolą? Ja staram się kontrolować sytuację pilnując przede wszystkim swoich granic, czy też tworząc schemat i konwencję komunikacji, które mi odpowiadają. Nie mam problemów z asertywnością, odmową, żądaniem czegoś dla siebie. Problem mam z wpuszczeniem kogoś do mojego wewnętrznego światka - to mój największy lęk.
Mam, podobnie jak ty, silną potrzebę niezależności, także materialnej. Mam swój włąsny dochód, mieszkanie, rachunki są na moje własne nazwisko i moje koty też są tylko moje. Nie wyobrażam sobie z kimś wspólnoty majątkowej, nie wyobrażam sobie być na czyimś utrzymaniu, wolę biednie, ale autonomicznie i samodzielnie. To dla mnie bardzo istotne. Mam lęk przed wspólnotą, więzią nawet materialną, jakąkolwiek sytuacją zależności. Mam też potrzebę formalnego usankcjonowania swojej własności, czy swoich praw.
ciekawość pisze: Jeśli jestem w stosunku do kogś uległa, to nadal forma kontroli, bo ja na to pozwalam, w moim odczuciu. Nawet fakt, że żyję tłumaczę sobie tym, że mam nad tym kontrolę bo w każdej chwili się mogę zabić czyli wmawiam sobie, że mam jakiś wybór
dokładnie, wolność wyboru i świadomość alternatywy bardzo uspokaja.
ciekawość pisze: Myślę, że daję sobie radę w kontaktach z ludźmi, potrafię się adaptować do różnych warunków, mogę być duszą towarzystwa lub przywódcą. Sądzę, że grę aktorską i umiejętności manipulacyjne mam bardzo dobrze opanowane. Choć na dłuższą metę męczy mnie przybieranie różnych masek. Potrzebuję kontaktu z ludźmi, ale na moich zasadach. Zastanawiam się czy gorsza byłaby dla mnie kompletna izolacja, czy ludzie przekraczający non stop moją strefę komfortu. Jedno i drugie rozwiązanie mnie przeraża. Dla mojego zdrowia psychicznego najlepiej jak jest coś pomiędzy tymi dwoma skrajnościami.
mam dokładnie tak samo. Zastanowiło mnie u mnie, że gdy jestem w grupie, często wychodzę na liderkę. To sprzeczne z moją naturą, bo władza i rządzenie kompletnie mnie nie pociągają, to tylko problem i często kłopotliwa odpowiedzialność. Ale jakoś mimochodem wychodzę na przywódcę, szczególnie, gdy grupa ma jakieś zadanie. Wynika to z tego, ze po prostu nie lubię współpracy, grupowego myślenia, jestem solistką i pozycja liderki odgradza mnie od innych, tworzy bezpieczny dystans i pozwala myślec samodzielnie. Ale na szczeście daaawno z grupą nie miałam do czynienia, teraz pracuje sama i jest idealnie.
ciekawość pisze: Chyba nie boje się jakiegoś konkretnego typu ludzi.
a ktoś silniejszy psychicznie i inteligentniejszy od ciebie? (na dodatek przejawiajacy niezbyt dobre intencje?)
x809 pisze: Natomiast kiedy poznaję nową osobę przeciwnej płci, to prawie zawsze towarzyszy mi obawa, że druga strona nie będzie próbowała nawiązywać ze mną kontaktu, nie będzie dążyć do zacieśniania znajomości ani w żaden sposób próbować zbliżyć się do mnie - czyli pozostanie zimna, odległa i obojętna. Nie widzę tego jako lęku, ale jako pewien (zwykle postrzegany jako coś nieuniknionego i spodziewanego) scenariusz. Nie czuję wtedy żadnego napięcia ani zagrożenia. Obawa nie dotyczy też ludzi samych w sobie, ale czegoś co mi trudno teraz określić. Natomiast kiedy raz w życiu (to było blisko 10 lat temu) zdarzyło się, że ten schemat został bardzo mocno złamany (ktoś zaczął snuć wizję o ślubie i dzieciach), poczułem się osaczony i któregoś dnia poprzez jedną wiadomość na gg zerwałem kontakt.
a czy nie nawiązujesz sam znajomości z takimi właśnie - zimnymi i odległymi kobietami? czy nie dokonujesz podświadomie sam takiego wyboru?
Ślub - emocjonalnie nie rozumiem, po co to ludziom. Muszą mieć silne poczucie lęku przed odrzuceniem i samotnością, coś całkiem przeciwnego do mnie. Choć ja odrzucenia też nie lubię. Lęku może przed tym nie odczuwam, ale lekki dyskomfort tak. Jednak wolę, gdy inicjatywa zakończenia znajomości wychodzi ode mnie. Moje poczucie wartości jest dość chwiejne.

Najbardziej się boję, że ktoś pozna mnie taką, jaką jestem. Boję się, że pozna moje słabości i je wykorzysta, Nie umiem ufać. Nikomu. Tzn ufam zwierzętom i nauce.
No i mam tez pierdolca na punkcie prywatności.
A to pisanie na tym forum obecnie, to taka trochę znowu ucieczka przed ludźmi, a powrót do siebie. Jakbym się bała zanadto od siebie oddalić. A mam tyle ciekawych rzeczy do roboty, ale wole tu się rozkminiać, masakra.

ciekawość
Posty: 6
Rejestracja: śr kwie 19, 2017 6:14 am

Re: Lęk w kontaktach międzyludzkich

Postautor: ciekawość » wt kwie 25, 2017 7:32 pm

Da się tak, ustawić ludzi jak aktorów w teatrze z przyporządkowaną rolą?

Wychodzę z założenia, że zawsze warto próbować. Kontroluję wszystkich, odkąd pamiętam. Chciałabym przestać bo czułabym się bardziej wolna (dla mnie kontrolowanie ludzi jest to bardzo męczące, sama siebie w ten sposób ograniczam, jakby nie patrzeć), ale z drugiej strony, jeśli przestanę, to oni zaczną ingerować w moją wolność. I tak źle, i tak niedobrze. Najważniejsze by nie przekraczali mojej strefy komfortu, im mniej kontaktu emocjonalnego tym lepiej.
Nie dość, że musze wszystko kontrolować to mam ogromne poczucie wyobcowania, nie czuję przynależności. Kontroluję co, czego nie rozumiem. Dobrze, że mam choć trochę swojego świata, ale to mi nie wystarcza.
Wynika to z tego, ze po prostu nie lubię współpracy, grupowego myślenia, jestem solistką i pozycja liderki odgradza mnie od innych, tworzy bezpieczny dystans i pozwala myślec samodzielnie.

Ja patrzę na to w ten sposób, że jeśli ja nie będę liderem, to coś nie zostanie dobrze zrobione, dlatego muszę grupę kontrolować. To dosyć narcystyczne, ale mam wrażenie, że beze mnie nie wykorzystają całego potencjału, a nawet jeśli znają się bardziej w temacie, to mogą coś pominąć.
a ktoś silniejszy psychicznie i inteligentniejszy od ciebie? (na dodatek przejawiajacy niezbyt dobre intencje?)

Inteligentniejszych i mądrzejszych ludzi od siebie bardzo cenię. Podobnie z tymi silniejszymi psychicznie. Staram się tylko takimi otaczać, w końcu dzięki nim mogę się rozwijać i ciągną mnie po prostu w górę. Traktuje siebie jako wartość i innych jako pewne wartości wymienne. Nie przychodzi mi do głowy żaden scenariusz, w którym ktoś mógłby mnie przerazić. Co innego, gdyby przekraczał moją strefę komfortu, jak już wspomniałam, ale to oczywiste. Raczej bardziej pewne sytuacje mnie przerażają, niż właściwości jednostki samej w sobie.
W dodatku z moim poczuciem lęku jest coś nie tak. Bez wątpienia on jest, ale kiedy trzeba, to się nie chce włączyć, a w sytuacjach, których nie powinien towarzyszyć, występuje. Bardziej mnie przeraża wizja, że ktoś mógłby np. chcieć ze mną mieszkać niż wizja, że ktoś mnie zabije (a byłam w paru nieciekawych sytuacjach). Podobnie z empatią, nie zawsze chce się włączyć, kiedy powinna. U mnie wszystko wymaga naprawy.
Najbardziej się boję, że ktoś pozna mnie taką, jaką jestem. Boję się, że pozna moje słabości i je wykorzysta, Nie umiem ufać. Nikomu.

Mam tak samo. Mój rys paranoiczny mi w tym zdecydowanie nie pomaga... Staram się tłumić w sobie wszysto co możliwe: emocje, uczucia, problemy. Czasem mam potrzebę się komuś uzewnętrznić, niekiedy potrzebuję też drugiego człowieka, więc muszę szukać zawsze kompromisów. Nie mówiąc już o tym, że gdy to wszystko się kumuluje to w końcu we mnie wybucha, robię rzeczy, których żałuję. Zdrowsi psychicznie ludzie mają z tym prościej: mogą być spontaniczni, cieszą ich proste rozwiązania. Chciałabym tak jak oni, ale nie jest to na tyle silna potrzeba we mnie by to zmieniać.

umarlazkotami
Posty: 168
Rejestracja: czw sty 05, 2017 12:22 pm

Re: Lęk w kontaktach międzyludzkich

Postautor: umarlazkotami » śr kwie 26, 2017 11:00 am

ciekawość pisze:
Da się tak, ustawić ludzi jak aktorów w teatrze z przyporządkowaną rolą?

Wychodzę z założenia, że zawsze warto próbować. Kontroluję wszystkich, odkąd pamiętam. Chciałabym przestać bo czułabym się bardziej wolna (dla mnie kontrolowanie ludzi jest to bardzo męczące, sama siebie w ten sposób ograniczam, jakby nie patrzeć), ale z drugiej strony, jeśli przestanę, to oni zaczną ingerować w moją wolność.
nie no, ja aż tak wysokiego poziomu lęku w sobie nie mam, aby kontrolować ludzi. Zresztą to dość opresyjne, tak nadzorować innych. I też, jak napisałaś, ograniczające - dla nich, jak i dla nas samych. Ja lubię, gdy każdy może czuć sie przy mnie sobą, pozwalam ludziom na to, na spontaniczność, lubię prawdziwe sytuacje i osoby. Interweniuję tylko wtedy, gdy ktoś robi drugiemu krzywdę, często staję w obronie innych. Sama nie mam problemu z obroną siebie, po prostu pilnuję swoich granic jak juz pisałam. A gdy ktoś nie pasuje mi osobowościowo, po prostu się wycofuję.
Nadmierna kontrola powoduje taki feedback, im bardziej się naciska, tym większe sprzężenie zwrotne do nas wraca i niezbyt dobrze to się kończy. Ludzie albo to na nas odreagują, albo od nas uciekną. Nikt za długo nie wytrzyma pod pręgierzem. (nawet, jesli sam sobie go wymierzy)

ciekawość pisze: Inteligentniejszych i mądrzejszych ludzi od siebie bardzo cenię. Podobnie z tymi silniejszymi psychicznie. Staram się tylko takimi otaczać, w końcu dzięki nim mogę się rozwijać i ciągną mnie po prostu w górę.
nie no, wiadomo, od mądrzejszych od nas samych zawsze można się uczyć. Ja się jednak obawiam pewnego typu ludzi, których nie do końca jasno odczytuję, nie podłapuje ich kodu osobowościowego i nie wiem do końca, jakie mają intencje. Może ktoś chce mnie wykorzystać, bawi się mną, gra w gierkę, której nie przejrzałam?
Jest typ ludzi prostych emocjonalnie, którzy stosują jasne i klarowne klucze komunikacyjne: są otwarci, przedstawiają swoje oczekiwania, sygnalizują potrzeby itd. Są też często w tym wszystkim bardzo naiwni. Kontakt z takimi ludźmi jest dla mnie dyskomfortem, bo są oni dla mnie po prostu za otwarci emocjonalnie (mój lęk przed bliskością, uczuciami), za wylewni, za szczerzy i w ramach obrony traktuję ich z pewnego rodzaju pobłażliwością i cynizmem. Poza tym taką prostoduszność odbieram jako frajerstwo (choć nigdy bym nie wykorzystała czyichś słabości, szanuje ludzi)
Ludzie inteligentni i skomplikowani, mniej dostępni są dla mnie atrakcyjni, ale budzą niepokój, bo są trudni do przejrzenia.
Dlatego też mam pewien kłopot z kontaktami wirtualnymi, bo w necie jest ograniczony wgląd w druga osobę (nie ma tonu głosu, mowy niewerbalnej itd) O wiele pewniej czuje się w kontaktach realnych, choc net tez lubię, bo ma swoje zalety.
Boję się też ludzi zdrowo dojrzałych. Tzn świetnie mi się z nimi pracuje, ale w osobistych relacjach to już nie dla mnie. Nie jestem w stanie unieść relacji z tak dojrzałym człowiekiem, to ponad moje możliwości (tacy ludzie są samodzielni emocjonalnie, ale jednoczesnie potrafią być w bliskiej relacji, tworzyć więź)

W
Posty: 567
Rejestracja: sob lip 04, 2015 12:00 am

Re: Lęk w kontaktach międzyludzkich

Postautor: W » wt maja 23, 2017 3:05 am

x809 pisze:Nie potrafię utożsamić się z określeniem, że podczas kontaktu z ludźmi odczuwam lęk. Wydaje mi się, że tak nie jest. Nie czuję też żadnego napięcia związanego z kontaktem samym w sobie. Nie mam tez poczucia, abym czegoś lub kogoś unikał z powodu lęku. Nie umiem się z takimi zwrotami zidentyfikować i wydają mi się one obce.
Dokładnie tak. Jedyny wyraźny „lęk” jaki odczuwam i jaki wpływa na moje funkcjonowanie dotyczy uwikłania się w trwałą sytuację wymagającą ode mnie udawania, w szczególności udawania motywacji i zaangażowania, odgrywania „nie mojej” roli i wymagającej stałego zmuszania się. Również jednorazowe sytuacje typu „sprzedawanie się”, lub „występ”.
Lęk napisałem w cudzysłowie bo ze względu na mocno wyczerpujące działanie takich sytuacji, dość kiepskie umiejętności w improwizowanej komunikacji, dość chaotyczną naturę mojej motywacji i zdolności do skoncentrowania się, a więc dość nieprzewidywalne skutki mojej dyspozycji, lęk w stosunku do nich trudno mi uznać za niewłaściwy, nieuzasadniony czy tym bardziej patologiczny ;)

W
Posty: 567
Rejestracja: sob lip 04, 2015 12:00 am

Re: Lęk w kontaktach międzyludzkich

Postautor: W » wt maja 23, 2017 3:17 am

ciekawość pisze:silniejszymi psychicznie
umarlazkotami pisze:zdrowo dojrzałych
Chyba nie bardzo wiem co to znaczy. Takie określenia i osoby (na ile jestem w stanie przywołać jakieś mgliste obrazy pasujących osób) kojarzą mi się z dobrze prezentującą się fasadą albo fiksacją na kwestiach, które w danym środowisku dobrze się sprzedają / są skuteczne, „zakotwiczonych” w danych warunkach, z przesadzoną pewnością siebie. Przy dłuższym kontakcie zawsze na jaw wychodzą podatne „tryby”, fiksacje, braki i błędy poznawcze. Za uniwersalną skuteczność uznaję raczej elastyczność i podatność, i ograniczoną pewność siebie, co raczej nie współgra z określeniami „siła” i „dojrzałość”.

umarlazkotami
Posty: 168
Rejestracja: czw sty 05, 2017 12:22 pm

Re: Lęk w kontaktach międzyludzkich

Postautor: umarlazkotami » wt maja 23, 2017 5:38 pm

W pisze: Chyba nie bardzo wiem co to znaczy. Takie określenia i osoby (na ile jestem w stanie przywołać jakieś mgliste obrazy pasujących osób) kojarzą mi się z dobrze prezentującą się fasadą albo fiksacją na kwestiach, które w danym środowisku dobrze się sprzedają / są skuteczne, „zakotwiczonych” w danych warunkach, z przesadzoną pewnością siebie.
Siła i dojrzałość to nie przesadzona, arogancka pewnośc siebie, ani eksponowanie pożądanych przez otoczenie cech - czyli spełnianie oczekiwań. To też nie fasada (tacy ludzie czują się włąsnie mało pewni siebie i słabi wewnętrznie, dlatego nadrabiają sztucznie swój wizerunek za pomocą hardości, impertynencji, bezczelności, często pogardy wobec innych - i wielu daje się na to nabrać) Siła i dojrzałość, to bardziej świadomośc swoich mocnych, ale też słabych stron i deficytów i zdrowa akceptacja włąsnego zróżnicowanego obrazu. Umiejętnośc sprostania podstawowym wyzwaniom zyciowym, uniesienia swojego cierpienia, pójście z życiem na kompromis, pogodzenie się ze samym sobą. I świadomośc siebie. Ja to tak rozumiem. I poczucie wartości siebie jako człowieka.
I jeszcze - to moje mocno osobiste zdanie - odwaga do podjęcia często bolesnych decyzji, jak np aborcja, albo samobójstwo.
Ja chcę żyć dla czegoś więcej, niz tylko ze strachu przed śmiercią. A dziś nie mam motywacji do zycia niestety, ale poczekam jeszcze trochę.
No i osoby dojrzałe potrafią być w bliskości z drugim, ufać, dawać i brać. Ale to jest poza moimi mozliwościami, choc czasem chęci wykazuję. Dlatego się boję takich ludzi.

hotaru27

Re: Lęk w kontaktach międzyludzkich

Postautor: hotaru27 » czw gru 14, 2017 11:45 pm

umarlazkotami pisze:
pn kwie 24, 2017 3:13 pm
Czego boicie się najbardziej w kontaktach z innymi? Co jest dla was najbardziej problemowe? Jak dajecie sobie radę w powierzchownych kontaktach i funkcjonowaniu w przestrzeni publicznej? A czego boicie się w bliższych relacjach? Jakie lęki dają się najbardziej we znaki? Jakiego typu ludzi się najbardziej boicie?
Często przerażają mnie nieznajomi ludzie podchodzący do mnie na ulicy. Nie wiem czego się po nich spodziewać, czego właściwie ode mnie chcą. Mam tendencję do odbierania czyjegoś zainteresowania jako ataku. Jestem przesadnie wyczulona na drobnostki przez co moja ocena drugiej osoby może być krzywdząca, mimo że ta osoba tak naprawdę może mieć dobre zamiary. Często w kontaktach z nowymi ludźmi czuję się jakbym odbierała sprzeczne sygnały. Z jednej strony wydaje mi się, że ta osoba jest miła, ale nagle jej głos brzmi dla mnie odrobinę fałszywie, wyczuwam coś obcego stanowiącego dla mnie potencjalne zagrożenie i moje ciało zaczyna sztywnieć, przechodzi mnie dreszcz, mam ochotę zakończyć rozmowę, jak najszybciej. Myślę wręcz paranoicznie próbując dojść do wniosku czy ta osoba jest szczera, czy mnie się tylko wydaje, że coś jest nie halo i tak naprawdę zamiast skupiać się na temacie rozmowy w mojej głowie trwa nieustająca analiza oraz przekonywanie siebie, że mam urojenia czy coś w ten deseń:D. Z drugiej jednak strony (zwłaszcza w przypadku osób spotkanych w pewnej odległości od miejsca w którym mieszkam, choć wciąż w tym samym mieście) potrafię czuć ulgę będąc otoczona obcymi. Przynajmniej póki jest tych osób wokół mnie niewiele. Jakby odprężało mnie to, że istnieje mniejsze ryzyko, że mnie znają. Wtedy wydają mi się bardziej szczerymi ludźmi. Czuję się psychicznie bezpieczniej niż w mojej najbliższej okolicy.

Najbardziej stresuje mnie chyba kontakt z młodymi mężczyznami i atrakcyjnymi fizycznie kobietami. Ogólnie czuję się swobodniej wśród znacznie starszych ode mnie. Może to dlatego, że w dzieciństwie więcej czasu spędzałam otoczona dorosłymi. Jestem jedynaczką. Zainteresowanie mężczyzn odbieram jako żart, coś perfidnego obliczonego na zadanie mi, jak najsilniejszego bólu, wykorzystanie mnie. Dlatego często panikuję. Potrafię nawet nie spojrzeć na rozmówcę i po prostu odejść. Innymi słowy zlewka totalna:D. Myślę, że część mężczyzn, którzy próbowali ze mną nawiązać kontakt ma mnie za zimną i wyniosłą. Przerażają mnie ludzie lubiący manipulować innymi, wykorzystujący ich, fałszywi, namiętnie poprawiający sobie humor dowalając innym. Miałam kiedyś koleżankę tego typu i nie chcę więcej popełnić podobnego błędu.

Ludzie uwielbiający zagadywać innych w kolejkach czy gdziekolwiek są dla mnie irytujący zwłaszcza, jeśli nie wiedzą kiedy przestać. Kiedy są całkowicie obojętni na czyjś brak zainteresowania rozmową i nawijają, jak nakręceni. Nie to, że jestem wrogo nastawiona do innych. Zazwyczaj, jeśli ktoś jest miły dla mnie odpłacam tym samym. Kilka zdań wystarczy. Nie muszę znać całej historii życiowej nowo poznanego człowieka z którym nie chcę mieć nic wspólnego. Odpowiadam uprzejmie. No chyba, że ktoś zadaje mi wg mnie niestosowne pytania, a ja w danej chwili mam problemy z tłumieniem gniewu spowodowanego tego typu zachowaniem w stosunku do mnie.

W bliższych relacjach nie lubię uczucia osaczenia. Sprawia mi przyjemność myśl, że ktoś mnie lubi, ale nienawidzę czuć się naciskana. Nie cierpię być zasypywana tonami wiadomości, wymuszania na mnie ekspresowej odpowiedzi i zbytniego zabiegania o moje zainteresowanie. Granica jest dość cienka, bo kontakt z ludźmi szybko mnie męczy. Nie każdy jest w stanie to zrozumieć, a mnie też niekoniecznie chce się to każdemu tłumaczyć. Ogólnie nie przepadam za skupianiem na mnie uwagi. Chociaż w małej grupie ludzi, których lubię, potrafię się w miarę wyluzować. Boję się też odrzucenia, mimo że sama często odrzucam innych. Niezrozumienia, traktowania mnie, jak wariatki, ułomnej nie tylko emocjonalnie, ale i intelektualnie. W sumie wielu rzeczy:D

qwerty1234
Posty: 49
Rejestracja: śr wrz 03, 2014 12:00 am

Re: Lęk w kontaktach międzyludzkich

Postautor: qwerty1234 » ndz lut 18, 2018 10:49 pm

Ja się w relacjach boję odrzucenia, wyśmiania, krytyki, agresji (psychicznej i fizycznej)


Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość